A gdyby zombie apokalipsa zdarzyła się naprawdę?

Miałabym przesrane. Zresztą wielu z nas by miało, bo powiedzmy sobie szczerze, żadne z nas kozaki. Nie? Chcesz się kłócić? To wejdź po schodach na dziesiąte piętro najbliższego wieżowca i sprawdź, na którym dostaniesz zadyszki. A wytrzymałość to tylko jedna z rzeczy, która w nas, XXI wiecznych ludziach wygodnych leży i kwiczy.
źródło
Problem nr 1
Dostępu do broni palnej zero, a broń biała… kto ma, ten ma. Ja mam (chłop ma, ale skoro on, to i ja, prawda?) na przykład piękną kolekcję noży i nieużywane od lat nunczako (raczej nieprzydatne jako broń na zombie, ale od biedy w łeb można dać, nie?). Znalazłyby się też metalowe rury od odkurzacza, śrubokręty i widelec do mięsa. Koniec. A gdyby ich nie było, to co? Czym miałabym bronić się przed zombie? Sprejem na prusaki, które od sąsiada brudasa rozpełzły się parę lat temu po całej klatce schodowej? Niewidzialną koroną Cherezińskiej, grubą i w twardej oprawie? No litości. Amerykanie mają lepiej. Strzelba w dłoń, pif paf i zombiak leży. Tak to przynajmniej wygląda w filmach. Rzeczywistość nie może być w tym przypadku szczególnie daleka od fikcji, prawda? PRAWDA?!

Problem nr 2
Nasze wygodne dupy, przyzwyczajone do dostarczania im kalorii na zawołanie i często bez potrzeby wynikającej z faktycznego głodu, przeszłyby podczas zombie apokalipsy prawdziwą szkołę życia. Żegnajcie pikantne skrzydełka z KFC, żegnajcie faliste grube czipsy, coca colo light i chlebku z chrupiącą skórką. Jak se znajdziesz, to se zjesz, a jak nie… podobno z głodu nikt się jeszcze nie zesrał. I żeby to był jedyny problem związany z pożywieniem, to pal licho, ale tu trzeba jeszcze ogień rozpalić (zapałki i zapalniczki kiedyś się skończą, tylko diamenty są wieczne) i to z trudem zdobyte papu ugotować lub przynajmniej podgrzać, a nasz klimat bywa srogi. Nie mówię nawet o niemowlakach pijących mleko modyfikowane, bo jak w World War Z ujrzałam gościa wynoszącego ze sklepu pudełka z mlekiem, to mi się ze strachu żołądek wywrócił na lewą stronę, serio. Jeśli jesteś rodzicem, to wiesz o czym mówię. No i tak w ogóle to rolnicy mieliby łatwiej. I ci, co rośliny ogarniają. Ja nie ogarniam,  u mnie nawet bazylia w doniczce zdycha. Jak nic padłabym z głodu, bo polować też nie umiem. Gdzie niby miałabym się nauczyć?
Problem nr 3
Wyobrażasz sobie przeżyć dzień bez gorącego przysznica? Ja też nie. Zombie apokalipsa nie pozostawiłaby nam wyboru. Brud, smród i ubóstwo każdego dnia, witamy w średniowieczu, u nas ascetyzm i umartwianie się nie na życzenie, a z konieczności. Owłosione nogi i pachy, zarośnięta jak tropikalna dżungla strefa bikini, niewyregulowane brwi, połamane paznokcie i spękane pięty. Facetom łatwiej. Wrócilibyśmy do korzeni, a zombiakom i tak byłoby wszystko jedno, dla nich liczy się nasze wnętrze. Marne pocieszenie, nieprawdaż? 
Zombie apokalipsa to kres tabletek na wzrost, niespokojne nogi, apetyt, zakwaszenie organizmu i czkawkę. Antybiotyki cenniejsze niż złoto, a środki antykoncepcyjne i te na szybką erekcję… ech, kto by tam w takiej sytuacji myślał o seksie.     
Kicha. 

Dodaj komentarz