Aleksandra Pawlicka – Ta straszna Środa?


Ilość stron:  256
Wydawnictwo: Wydawnictwo Czerwone i Czarne

Ocena (1-10): 6 – dobra



                Od pierwszej strony książki przypuszczałam, że ja się z panią Środą, delikatnie mówiąc, nie polubię…

                Dlatego potrzeba kobiety (na urząd prezydenta – przyp. limonka). Mężczyźni są zmęczeni, zblazowani, leniwi, nie uczą się, nie znają języków, nie ciekawią się światem, nie przyswajają nawet elementarnych zasad etykiety, robią błędy ortograficzne, a mimo to są bardziej pewni siebie. (s. 9)  

               
                Moja, momentami mniej lub bardziej delikatna niechęć do feminizmu, była jednym z powodów, dla których sięgnęłam po tę książkę. Drugim zaś był ten, że bywają dni, kiedy naprawdę potrzebuję podnieść sobie ciśnienie tym, co czytam. Doskonale wiedziałam, co święci się w tym przypadku. 
                Magdalena Środa, pani filozof (nie napiszę „FILOZOFKA”), profesor Uniwersytetu Warszawskiego, kobieta doskonale wykształcona, jest jedną z czołowych przedstawicielek ruchu feministycznego w Polsce. To postać doskonale znana ze swych wyrazistych poglądów i momentami dosadnego języka. Jest kobietą, której nie można odmówić jednego – naprawdę mówi to, co myśli. W rozmowie z Aleksandrą Pawlicką opowiada o swoim dzieciństwie, szkole baletowej i studiach, komentuje życie polityczne w Polsce i światopogląd Polaków. Jest jak taran, który niszczy wszystko, co znajduje się na jego drodze – w jej przypadku siłą argumentu, nie argumentem siły (ale czy argumenty te są naprawdę wartościowe?). Z rozmowy z nią wyłania się obraz kobiety, żony i matki, w niektórych momentach zupełnie inny, niż można wyobrazić to sobie na podstawie tego, co mówi w mediach i jak jest przez nie ukazywana. 
                Mnie tu jednak zgrzyta. I to zgrzyta jak diabli, bo niektóre ze zdań wypowiadanych przez panią Środę zdają się automatycznie umniejszać wartość ludzi, których styl życia nie odpowiada uznanemu przez nią za właściwy. Na przykład gdy  mówi o  kobietach zajmujących się domem (które przecież MOGĄ zarabiać, nie warując w biurze od ósmej do szesnastej, lub które WCALE nie muszą podejmować pracy zarobkowej). W ustach Środy kobieta siedząca w domu zdaje się być niepełnowartościowa, uboga intelektualnie i nie realizująca siebie. Akceptacja aborcji, niechęć do religii i kilka innych rzeczy, które Środa popiera, lub którym jest przeciwna, spowodowały, że czytając ją, miałam nieprzyjemne wrażenie lekceważenia przez nią wszystkich tych, którzy nie żyją w sposób jej odpowiadający. 
                Nie ukrywam, że Ta straszna Środa? BARDZO skutecznie podniosła mi ciśnienie. Tylko że tym razem zaczęłam się zastanawiać, czy faktycznie wszystko to było ZŁE. Bo pewne rzeczy o których mówi, są logiczne i ukazują absurd innych: 

Gdy poseł PiS Bolesław Piecha, z zawodu lekarz ginekolog, mówi ze zgrozą, że przy metodzie in vitro człowiek poczęty zamrażany jest w temperaturze minus 180 stopni Celsjusza, to ja go pytam, czy gdyby zamrozić tego „człowieka” w minus pięciu, to jego zdaniem mniej by cierpiał? (s. 109)

                Z lekkim bólem serca przyznaję, że to dość dobra książka, którą przeczytać może zarówno osoba o poglądach lewicowych, jak i ta wyznająca światopogląd prawicowy (z podniesionym ciśnieniem :P). Choć nie podejrzewam, bym kiedykolwiek obdarzyła sympatią bohaterkę książki, to jednak Wydawnictwo Czerwone i Czarne po raz kolejny wydało niezłą książkę. Kontrowersyjną – to fakt. Ale dobrą. 

6 Replies to “Aleksandra Pawlicka – Ta straszna Środa?”

  1. Rany, jestem niepełnowartościowa!!! I jak tu dalej żyć? xDDD

  2. Kolejny raz utwierdzam się w przekonaniu, że bardzo lubię Twój blog 🙂 Podziwiam otwartość umysłu, z jaką podchodzisz do autorów o zupełnie odmiennym światopoglądzie. Mnie z kolei podnoszą ciśnienie slogany antyfeministyczne, ale zgadzam się z Tobą, że najlepiej spotkać się pośrodku. Jeżeli któreś z rodziców, albo oboje na zmianę, chce pobyć w domu z dziećmi, to w sumie czemu miałby to być wybór mniej wartościowy. Oszczędzą mnóstwo kasy i będą żyć ekologicznie, bo jedna osoba mniej będzie dojeżdżać do pracy :)Ważne, żeby nikogo nie zmuszać do określonych wyborów – także w odwrotną stronę, jeśli kobieta chce pracować zawodowo, nie mieć dzieci itp. – i co najważniejsze nie demonizować żadnej z płci. Wyzywanie mężczyzn od ostatnich idiotów to nie feminizm, to seksizm, i świadczy o sporym ograniczeniu intelektualnym. Chętnie poczytam, co ma do powiedzenia p. Środa i zweryfikuję, do jakiej kategorii można ją przypisać 🙂

  3. @Reader, to bardzo miłe, co mówisz, ale chyba muszę wyprowadzić Cię z błędu :))) STRASZLIWIE starałam się być obiektywna, ale wiem, że nie wyszło. Jestem trochę niesprawiedliwa, bo sama jeśli staję już po jakiejś stronie, nie potrafię powstrzymać się przed skrajnościami. Tym razem jednak już od kilku dni zastanawiam się głęboko, zwaszcza jeśli chodzi o kwestie pracy i wychowywania dzieci. No bo – do jasnej anielki – nie każdy może sobie na to pozwolić :)))

    @Isadora, nie narzekasz na brak zajęć 😀

  4. Ja unikam takich książek, bo jakkolwiek poglądy mam raczej lewicowe (tak, mam pojęcie, że od tego nazizm się wywodzi), to większość tego typu tekstów od lewicy odstręcza, stanowi raczej upust prywatnych wynaturzeń.
    Zupełnie nieudane było dla przykładu Milczenie owieczek Szczuki, które – owszem – byłoby niezłe dla zdeklarowanych lewicowców, ale bardzo słabe jak narzędzie do zmiany przekonań reszty ludności. I konstrukcję miało irytującą.
    Środy lubię czasem posłuchać, bo zdarza jej się powiedzieć coś mądrego (jak podczas ostatniej wizyty w programie Lisa).

  5. Za Szczuką w liceum bardzo przepadałam, potem mi się odmieniło. Owieczek nie czytałam, bo jakoś nie miałam okazji. Czyżbyś uważała, że trzeba się naprawdę przyłożyć, by skłonić kogoś choćby do POMYŚLENIA o innych poglądach? Mam wrażenie, że każdy "oświecający" stara się szczekać jak najgłośniej, nie bacząc na to, że szczekanie jest irytujące.

  6. Otóż to. Szczególnie w społeczeństwie, w którym większość ludzi deklaruje poglądy prawicowe, argumenty powinny być wyważone i bardzo przemyślane.
    Bo szok estetyczny, jaki zgotowały nam media (jedyne np., co pokazują w relacjach z jakichkolwiek pochodów mniejszości seksualnych, to obrazki kolorowych drag queen, które traktują to jako zwyczajną reklamę) przynosi skutek odwrotny do oczekiwanego.
    Nikt nie mówi o tym, że w przypadku legalizacji aborcji kobiety byłyby poddane przymusowej i całkowicie darmowej opiece psychologa (może nawet terapii?), dzięki której duża część z tego zabiegu by po prostu zrezygnowała. Albo że w RPA po wprowadzeniu legalnych zabiegów aborcyjnych śmiertelność kobiet zmniejszyła się o 90%. Jedna strona promuje uparcie obraz komunikującego się z matką embrionu, który w czwartym tygodniu życia ma ręce, nogi i świadomość istnienia, z drugiej natomiast najlepiej zapamiętywany (niesłusznie zresztą) jest obraz kobiety sukcesu, której dziecko hamowałoby rozwój kariery zawodowej, a dla której aborcja jest emocjonalnie równoległa wyciśnięciu pryszcza. I naprawdę nie jestem w stanie stwierdzić, co irytuje mnie bardziej.

Dodaj komentarz