Anna J. Szepielak – Znów nadejdzie świt

Pewnego ciepłego, letniego wieczoru, kiedy wszystko było mało skomplikowane, do mojej skrzynki mailowej wpadł przemiły list od Anny J. Szepielak, autorki poczytnych kobiecych powieści. I mimo że ja i polska litertura kobieca to dwa odległe bieguny, bez wahania zgodziłam się na przeczytanie najnowszej oraz dwóch poprzednich powieści pani Anny. Slow life – tyle mi wystarczyło.

Najpierw był Młyn nad Czarnym Potokiem. Okazał się być jednak nie do końca tym, czego oczekiwałam, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że główna bohaterka książki, Marta, doprowadzała mnie do furii swoim nieustającym niezadowoleniem z życia i wyszukiwaniem problemów nawet tam, gdzie ich nie ma. Jak dowiedziałam się później od autorki – Marta cierpiała na dystymię, czyli przewlekłe obniżenie nastroju.

Później były Wspomnienia w kolorze sepii. Książka okazała się być znacznie bardziej interesująca niż Młyn…, ale to wciąż nie było to. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że wszyscy współcześnie żyjący bohaterowie książek Anny Szepielak są mocno niedzisiejsi, jakby zatrzymani w czasie i nie nadążający za współczesnością. Możecie się więc łatwo domyślić, że było mi cholernie głupio, że mimo ogromnej sympatii dla autorki (z którą zdążyłam w międzyczasie wymienić kilka maili), jej powieści nie porywały mnie tak, jak bym sobie tego życzyła…

Do czasu. 

Kiedy tylko sięgnęłam po Znów nadejdzie świt, uświadomiłam sobie, w czym rzecz.

Ale od początku: cykl trzech powieści Anny J. Szepielak: Młyn nad Czarnym Potokiem, Wspomnienia w kolorze sepii i Znów nadejdzie świt to historie trzech przyjaciółek z małego miasteczka, które wskutek różnych okoliczności zaczynają zgłębiać tajemnice swoich przodków. W trakcie ich poszukiwań wychodzi na jaw wiele skrywanych dotąd rodzinnych spraw. Autorka cofa się w czasie i niespiesznie snuje opowieści o ludziach z przeszłości, których nie oszczędzał los i których często tragiczne sploty okoliczności rozrzuciły z dala od siebie. W cyklu tym historie z przeszłości przeplatają się ze współczesnością – i właśnie tu jest pies pogrzebany.

Przy Znów nadejdzie świt uświadomiłam sobie, że Annie J. Szepielak z niebywałą wręcz łatwością przychodzi pisanie o przeszłości językiem tamtych czasów i że ta stylistyka pasuje do niej znacznie bardziej niż pisanie o współczesności – czuje się, że pisanie w ten sposób sprawia jej wielką przyjemność. Dlatego z ogromnym zainteresowaniem czytałam o historii chłopskiej rodziny z Galicji, której życie nie szczędziło trudów i przykrości. Przeskok do czasów współczesnych był przy tym dość przykry – zdecydowanie lepiej czyta się, kiedy autorka snuje swą opowieść sprzed dziesiątków lat. Jej bohaterowie z przeszłości pasują bowiem idealnie do miejsca i czasu, zaś ci współcześni, jak wspomniałam już wcześniej, zdają się być oderwani od czasów, w których żyją. Wszystko to nie zmienia jednak faktu, że książki Anny J. Szepielak czyta się z przyjemnością, której towarzyszy miłe uczucie rozleniwienia. To stojąca na bardzo przyzwoitym poziomie literatura kobieca, w której – jestem tego pewna – wiele czytelniczek znajduje rozrywkę i pociechę. Znów nadejdzie świt polecam najmocniej, była fantastyczna.

Liczba stron: 480
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Ocena (1-10): 8 – rewelacyjna 

Dodaj komentarz