Artur Górski, Jarosław Sokołowski – Masa o kilerach polskiej mafii

Im dalej w las, tym gorzej, jak sądzę. Bujny drzewostan rzadzieje, czyniąc otoczenie coraz mniej przyjemnym. I podobnie sprawa ma się z piątą już książką z cyklu Masa o… polskiej mafii autorstwa Artura Górskiego i Jarosława Sokołowskiego. Było miło, ale się skończyło.

Już przy poprzedniej części cyklu nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że tego wszystkiego jest za dużo, że zaszło to za daleko, że wałkowanie po raz kolejny tego samego robi się nie tyle nudne, co zwyczajnie męczące. I choć nikt mi rąk nie wykręca i nie przystawia broni do głowy każąc czytać, to jednak mam poczucie, że robienie z czytelnika pelikana, który połknie wszystko, jest… no cóż.

W książce Masa o kilerach polskiej mafii na tapet wzięto tym razem tych, których ręce splamiły się cudzą krwią i którzy bez mrugnięcia okiem wykonywali wyroki śmierci wydane na członków konkurencyjnych lub nawet swoich własnych grup. Krew leje się tu wiadrami, a wśród bandytów co jeden, to gorszy – same przyjemniaczki, nie ma co. Mimo to (a może właśnie z tego powodu?) historie o kilerach nie wzbudziły we mnie żadnych intensywnych uczuć. Ślizgałam się po tej książce, niechętna do zbytniego zagłębienia się w opowiedziane w niej historie. Co za dużo, to niezdrowo. Czy odważę się sięgnąć po szóstą część cyklu, łapiąc się nadziei, że tym razem będzie lepiej? Kto wie? Czas pokaże.

Liczba stron: 256
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Ocena (1-10): 5 – przeciętna

Dodaj komentarz