Aż się czytać nie chce!

Tak po prostu czasami jest i nawet nie usiłuję z tym walczyć. Są dni, kiedy każdą książkę jaką mam w zasięgu wzroku, wyrzuciłabym przez okno albo ułożyła w stos i podpaliła, odprawiając przy tym taniec szaleńca. Przesyt. 
Tyle rzeczy do zrobienia, tyle seriali do obejrzenia, tyle herbaty do wypicia, tyle oczekiwanego odpoczynku i te książki, wciąż te cholerne książki, które nigdy się nie kończą!
Gdy nastaje cisza, a wszyscy śpią już snem spokojnym, ja, zamiast wsadzić łeb w książkę, wsadzam go w Fejsbuka, miażdżę cukierki i na Instagramie serduszkuję zdjęcia z hasztagiem #autumn i #pie, bo się nastrajam jesiennie. Idźcie precz, książki! – tak sobie myślę, może trochę mniej grzecznie. Omijam je wzrokiem i nie dotykam żadnej przez trzy dni z rzędu, potem łapczywie nadrabiając wszystkie, którymi wcześniej wzgardziłam, jakbym chciała przeprosić je za moją wcześniejszą niechęć. Nie ma lekko. 

Zawsze wtedy zastanawiam się (a nad różnymi rzeczami zastanawiam się zaskakująco często jak na blondynkę), jak zdrowie psychiczne zachowują ci, którzy od czasu do czasu nie odczuwają wstrętu do słowa pisanego. W te dni, kiedy książka to najbardziej znienawidzone słowo świata, wykreślam je ze swojego słownika udając, że nie istnieje. Wszystko, co wiąże się z literaturą, działa na mnie wówczas jak płachta na byka i mam ochotę wywrzeszczeć całemu światu, że do jasnej cholery, oprócz kartek zapisanych literkami są jeszcze całe miliony rzeczy, którymi można się interesować! I nikt mi wtedy nie wmówi, że właśnie dzięki książkom można poznać wiele z nich. W okresie książkowstrętu to dla mnie rzecz zwyczajnie nieprzetłumaczalna. Gdybym miała porównać to do jedzenia – bo kulinarne porównania są zwykle bardzo sugestywne i szalenie lubię się nimi posługiwać – niechęć do książek jest jak przejedzenie. Na przykład w Boże Narodzenie. Tony żarcia przez trzy dni z rzędu, a czwartego wiadomo, nic już nie wlezie, chyba że Espumisan dopchnięty kijem od szczotki, bo żołądek pełny. Z książkami mam tak samo. Jak mi za dużo, to mam wzdęcia.

Dodaj komentarz