Ciemno wszędzie, cicho wszędzie, czytasz?

Mam niezwykłe uznanie dla ludzi czytających nocą. Do pierwszej, drugiej, trzeciej… wtedy, kiedy ja śnię, jak wczoraj na przykład, o klasówce z trygonometrii, oni przewracają kolejne strony i WCALE nie chce im się spać. Propsy, ludzie, propsy.

źródło
Bycie skowronkiem z natury jest właściwie całkiem miłe. Wschód słońca, śpiew ptaków, Kuźniar we Wstajesz i wiesz… sielanka. Ale bycie skowronkiem z konieczności, bo dzieci nie wiedzieć czemu zwykły budzić się jeszcze przed pierwszym brzaskiem, to rzecz przesrana jak pampers po zjedzeniu dwóch gruszek z rzędu. Na siłę zwlekasz się z wyra z ropą w kąciku oka i strużką zaschniętej śliny, która nocą spłynęła ci po brodzie, po czym próbujesz przeżyć dzień jak bohaterowie The Walking Dead. Gdy zajdzie słońce, walczysz jeszcze z dzieckiem w nierównej walce o sen (ono niby chce, ale właściwie to nie, więc się drze, a ty masz ochotę poćwiczyć bilokację wychodząc z siebie i stając obok). Jeśli przetrwasz i wygrasz – sukces. 

Rzucasz się więc jak sęp na padlinę na wszystko, czego nie zrobiłeś wcześniej. Prysznic, papu do brzucha, internety, YouTube, serial albo dwa, zaległy projekt, film jakiś może, znowu internety, czyli każdemu według jego potrzeb. 
A ona…
Uwielbiasz ją. 
Ona tu jest. 
I patrzy na ciebie, cholerny dupku, i czeka, żebyś się nią zajął.
Gdy w końcu kładziesz się i bierzesz ją do ręki, zanim zdążysz przeczytać choćby trzydzieści stron, oczy zaczynają ci się plątać. Wzrok cofa się i cofa, jesteś już w połowie kartki, a mimo to nie masz pojęcia, co było na jej początku. Ale że kto? Że jak? Jeszcze raz. I oczy się kleją, kleją, kleją. Zamykają na małą chwilę. Pięć sekund później otwierasz je, walisz sobie ze trzy plaskacze na otrzeźwienie i czytasz dalej. Do końca rozdziału, tylko do końca rozdziału. Ciało nie pozwala. Oczy ciążą i głowa już nie ta, choć to dopiero dwudziesta druga. Jutro – mówisz. Jutro doczytam. Ehe.

Dodaj komentarz