Co czytasz, blogerze? #3 Marta Skrzypiec, matkaniewariatka.pl

W trzeciej odsłonie cyklu Co czytasz, blogerze?, rozmawiam z Martą, autorką bloga matkaniewariatka.pl, która udowadnia, że literatura young adult odpowiada nie tylko nastoletnim i wchodzącym w dorosłość dziewczętom, ale może sprawiać mnóstwo przyjemności również kobietom, które swoje osiemnaste urodziny świętowały już trzynastokrotnie… 😉  

Młode matki, które przed narodzinami swojego dziecka miały wiele czasu na czytanie, po jego narodzeniu narzekają na brak tego czasu. Ty jesteś mamą bliźniaków – jak godzisz tę rolę
i wynikające z niej obowiązki z miłością do książek?

Przez pierwszy rok życia chłopców nie czytałam prawie nic poza ulotkami z marketów. To był trudny okres w naszym życiu i nie miałam w ogóle głowy do książek. Chłopcy mieli niecały rok, gdy przyjechała moja przyjaciółka i wręczyła mi książkę Macierzyństwo non-fiction. Relacja z przewrotu domowego Joanny Czeczot-Woźniczko. Byłam zła, bo nie miałam czas na czytanie, ale jak zaczęłam, to zarwałam noc. Tzn. te pojedyncze godziny, które zwykle mogłam poświecić na sen. Jednak to był cenny czas, bo wtedy narodziła się idea pisania bloga. Później powoli wracałam do czytania. Wykorzystywałam moment, gdy dzieci spały albo ktoś zabrał ich na spacer. Większość matek twierdzi, że nie ma czasu na czytanie, bo wtedy gdy dziecko daje „wolne”, one sprzątają, gotują lub piorą. Ja miałam silną potrzebę czasu tylko dla siebie, czułam, że jak będę na okrągło szorowała dom albo podcierała pupki to zwariuję. Dlatego czas, gdy dzieci spały, poświęciłam tylko sobie. Najczęściej właśnie na czytanie. Teraz bliźniaki mają już 4,5 roku, więc czytam swobodnie wszędzie, gdzie się da, oczywiście wtedy, gdy dzieciaki mnie nie potrzebują. Oni się bawią, ja czytam. Oni oglądają bajkę, ja czytam. Oni wieczorem śpią, ja czytam. Czasami jak mam dobrą książkę, potrafię też czytać smażąc naleśniki.

Jakie książki zatem czytujesz? Czy jest jakiś gatunek, w którym czujesz się najlepiej?

Najczęściej sięgam po powieści obyczajowe. Uwielbiam klasykę – Jane Austen to moja literacka bogini. Cenię polskich autorów – Janusz L. Wiśniewski, Agnieszka Lingas-Łoniewska, Anna Ficner-Ogonowska, Olga Rudnicka, Magdalena Witkiewicz, to tylko niewielka część tych, których lubię czytać! Raczej wybieram książki, które pozwalają mi się zrelaksować i „odpłynąć” do świata,
w którym wszystko zawsze dobrze się kończy. Sporadycznie sięgam po trudniejszą tematykę. Ostatnio rozkochałam się też w gatunku young adult. Ale dla kontrastu równie często czytam poradniki psychologiczne i pedagogiczne.

Zatrzymajmy się na chwilę przy young adult – dlaczego właśnie ten gatunek?

Sama się czasami nad tym zastanawiam. Chyba powinnam być już za stara na taką literaturę. Całe szczęście nie przejmuję się stereotypami i pozwalam sobie czerpać wielką radość z czytania tego gatunku. Niby kto ma czytać o kobietach, które są pewne siebie, doskonale znają swoje potrzeby seksualne i przezywają właśnie najlepsze przygody swojego życia, jeśli nie dorosła kobieta? Chyba lepiej, jeśli czyta o tym 30-latka, która już wie, że idealny facet to utopia. Nastolatkom mogłoby to jeszcze wypaczyć światopogląd i biedne szukałyby później takiego Greya (Pięćdziesiąt twarzy Greya), Crossa (seria autorstwa Sylvii Day), czy Hardina (seria After) na życie.
Mi te książki robią dobrze na duszę. Chętnie poczytam o bogach seksu, niezwykle bogatych, pięknych i cudownych facetach, którzy w każdym calu są idealni. Poczytam, wzruszę ramionami
i wrócę do rzeczywistości z całkiem normalnym i prawdziwym facetem. A i on nie narzeka na to moje czytanie, bo z niektórych książek można przenieść całkiem ciekawe pomysły do własnej sypialni. Można by zaryzykować stwierdzeniem, że young adult potrafi odświeżać związki. Wiesz, że podobno po Greyu spokojne panie domu ruszyły szturmem do sex shopów? Czytanie jednak bywa niebezpieczne!

Czyli, podsumowując, przepadasz za książkami, które podgrzewają atmosferę. No to teraz
z drugiej strony – po jakie nie sięgnęłabyś za żadne skarby?

Szerokim łukiem omijam książki historyczne, niespecjalnie mnie też ciągnie do kryminałów. Jeśli są to kryminały z dobrym humorem w tle, takie jak pisze Olga Rudnicka, to czytam. Jednak opisy krwawych morderstw zdecydowanie nie są dla mnie. Ciężko mi się również zmusić do czytania książek poruszających trudne tematy – handel ludźmi, traktowanie kobiet w kulturze wschodniej itp. Wiem, że to są ważne kwestie, jednak poruszają we mnie zbyt wiele emocji i jeszcze nie nabrałam tyle odporności życiowej, żeby je czytać.

A Twoi synowie? Podzielają Twoją miłość do literatury?

Tak! Dużo czytamy, zwłaszcza jesienno-zimową porą. Nie przepadają co prawda za bardzo długimi treściami, które trzeba dzielić na kilka wieczorów, więc na poważniejszą literaturę dziecięcą jeszcze przyjdzie czas. Na razie najbardziej lubią wiersze Brzechwy (ostatnio również w wersji piosenek do słuchania), opowiadania o bohaterach ulubionych bajek (np. Kubuś Puchatek) i bajki typu Pinokio, Kot w butach itp. Mamy mnóstwo książek dla dzieci. Arek lubi sam tworzyć swoje opowiadania. Mikołaj natomiast uwielbia kartkować moje książki, bo podoba mu się ich dźwięk i zapach. Mam to samo… myślę więc, że to dobrze wróży!

Na koniec zapytam – którą książkę mogłabyś określić mianem najważniejszej w swoim dotychczasowym życiu?

Chyba musiałabym najpierw swoje życie podzielić na pewne etapy. Mając jakieś 10 lat przeczytałam Pollyannę Eleanor H. Porter i tę książkę do dzisiaj uważam za bardzo cenną i piękną. Myślę, że powinien przeczytać ją każdy, niezależnie od wieku. Dzięki niej zawsze próbuję szukać pozytywnych stron. Gdy byłam nastolatką, moim sercem wstrząsnęła Samotność w sieci Janusza L. Wiśniewskiego. Zaznaczyłam w niej kilkadziesiąt cytatów. Czytając, przeżywałam własne rozterki miłosne i chociaż dzisiaj żyję we względnie spokojnym związku, to nadal uważam, że wrażliwość, którą miał w sobie ON, powinien mieć każdy mężczyzna. To by nam, kobietom, ułatwiło życie 😉
W okresie studiów byłam niepoprawnie zakochana w Rozważnej i romantycznej oraz Dumie
i uprzedzeniu
Jane Austen. Można powiedzieć, że książki te ukształtowały moje podejście do kobiecości. Natomiast platoniczna miłość do pana Darcy’ego została we mnie do dziś.
Ostatnio do grona ważnych książek dołączył Promyczek Kim Holden. Przepiękna opowieść o dziewczynie, która mimo ciężkiego życia i walki ze śmiertelną chorobą, potrafiła uszczęśliwiać ludzi wokół siebie. Wszystko co robiła sprawiało, że ludzie czuli się lepsi. Niesamowita dobroć, optymizm i godne naśladowania podejście do życia. Płakałam nad tą książką podczas czytania i kilka dni po jej odłożeniu na półkę. Często o niej myślę, bo wiem, że to nie tylko fikcja literacka, a prawdziwe emocje, sytuacja, która może spotkać każdą z nas. Dlatego z życia trzeba czerpać garściami i zawsze znajdować jego pozytywne strony. Jak widzisz, nie potrafię wskazać jednej książki! 

 

Dodaj komentarz