Czytelnicze podsumowanie 2015 roku

2015 był intensywnym rokiem. Zaskakującym, pracowitym i niosącym za sobą wiele dobrego. Kiedy rok temu o tej porze zastanawiałam się, jaki będzie rok 2015, w najśmielszych snach nie przypuszczałabym, że będzie tak cudownie. 

Po pierwsze…

dostałam pracę w branży, która choć całkowicie rozmija się z moim wykształceniem, dotychczasowymi zajęciami i zainteresowaniami, okazała się być absolutnym strzałem w dziesiątkę. To fantastyczne uczucie, mieć pracę, którą naprawdę się lubi i do której chodzi się z uśmiechem na pysku, a nie z miną Marii Antoniny zmierzającej na szafot. A najważniejsze, jestem pewna, że 2016 rok będzie należał do nas – nie ma innej możliwości!

Po drugie…

co nierozerwalne wiąże się z pierwszym, mój syn poszedł do żłobka. I – uwaga! – to, że on tam poszedł, a ja wylądowałam na etacie, jest najlepszym, co mogłam dla nas zrobić. Rozwijamy się oboje: ja rozwijam się zawodowo, a on rozwija się towarzysko, socjalizuje i uczy samodzielności. Na tym etapie jego rozwoju, towarzystwo rówieśników i dorosłych innych niż rodzice, jest nie do przecenienia. Co więcej, doskonale zdaję sobie sprawę z faktu, że jako rodzic nie byłabym w stanie zagwarantować mu takich zabaw, zajęć i wrażeń, jakie ma w żłobku. Win win situation.

The last but not least… Książki!

Znów, jak co roku, mam sobie do zarzucenia, że niedostatecznie mocno skupiłam się na klasyce, a zamiast tego jak kania dżdżu łaknęłam tego, co najnowsze, najpopularniejsze i najbardziej przez innych czytelników pożądane. Czyli jak zwykle. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło, ponieważ równocześnie zanurzyłam się głęboko (a przynajmniej głębiej niż do tej pory) w literaturze faktu i zaczęłam też czytać w języku angielskim. Brawo ja! 
Natomiast wiosną, na co oczywiście ma wpływ podjęcie nowej pracy, zaczęłam uważniej dobierać sobie kolejne lektury, już nie na zasadzie „może być dobre”, a „prawie na pewno będzie dobre”. Opłaciło się, dzięki czemu zdecydowana większość przeczytanych przeze mnie w tym roku książek okazała się być przynajmniej przyzwoita. Mam za sobą 114 lektur najróżniejszych gatunków, a które wywarły na mnie największy wpływ? Oto one: 

Dodaj komentarz