Dbasz o swoje szczęście?

Wychodzę ze strefy komfortu. Opuszczam kokon, rozwijam skrzydła i przekręcam klucz w zardzewiałym zamku skrzypiących, nigdy nie używanych drzwi. Podążam krok za krokiem, uczę się mówić „nie” i przestaję wstydzić, prostuję plecy, oddycham głęboko i zmierzam w kierunku, który widzę coraz wyraźniej.
Tak wyszło, i nawet specjalnie tego nie planowałam, że sobotę, dzień przed Dniem Kobiet spędziłam robiąc rzeczy, o które sama siebie nawet bym nie podejrzewała. Zachęcona niezwykle inspirującym podejściem Igora, opuściłam bezpieczne cztery ściany swojego „właściwie trochę się wstydzę” i „to nie w moim stylu”, wsadziłam dupsko w tramwaj i… pojechałam na zdjęcia, które robił mi Marcin, a do których pięknie pomalowała mnie jego druga połówka, Ola. 
Zrozumcie: ja, której bliżej do dębu Bartek niż chodzącej po wybiegu wiotkiej jak witka wierzbowa modelce, sama o te zdjęcia poprosiłam. Sama, tymi samymi palcami, którymi teraz piszę, wystukałam zgłoszenie do projektu Gęby Internetów i prawie umarłam z wrażenia, gdy Marcin wcale mnie nie wyśmiał i nie powiedział: blogspot won, tam są drzwi.    
A potem, po zdjęciach, pojechałam do sopockiej Zatoki Sztuki na Festiwal Zatoka Kobiet, gdzie coś we mnie pękło. 
źródło

Tylko ja mogę zadbać o własne szczęście
Nie mój syn, nie mój partner, nie moi rodzice, znajomi i nieznajomi. Ja, tylko ja. Prawie dwadzieścia siedem lat zajęło mi uświadomienie sobie tego, a gdy już to zrobiłam, poczułam się, jakbym odkryła nową planetę. Tak chyba czasami jest z tymi cholernymi truizmami, że jak już do człowieka dotrą, to jakby mu kto w mordę dał. 
Weszłam do Zatoki Sztuki myśląc, że gdzie ja się właściwie pcham, w te opary drogich perfum, pomiędzy te torebki od trzystu złotych wzwyż trzymane w rękach przez kobiety biznesu… i znowu szok! Że to jednak nie tak, jak myślę, że tu przecież zwykłe kobiety są, nie tylko te, co zarabiają pięciocyfrowo, ale te, co trzycyfrowo również, i że tu nie ma lepszych, i nie ma gorszych, bo wszystkie jesteśmy kobietami i każda z nas chce być szczęśliwa.
I o to właśnie w Festiwalu Zatoka Kobiet chodziło. Wszystko, o czym mówiły zaproszone na Festiwal kobiety, Katarzyna Figura, Henryka Krzywonos, Ilona Łepkowska, Maja Sablewska, Hanna Konarowska (to te, których miałam przyjemność słuchać) i w końcu Agata Młynarska, obracało się wokół szczęścia, samorealizacji i pasji. Przez chwilę pomyślałam sobie, że tym wszystkim znanym z pierwszych stron gazet babkom łatwo jest mówić, że poszukiwanie szczęścia jest takie łatwe, bo jakie one mogą mieć do cholery problemy? Że ktoś im policzki za mocno wypełnił? A potem zrozumiałam, że dla każdej z nas szczęście znaczy coś innego, że to ten wewnętrzny płomień, to samozadowolenie, ta zdolność do uśmiechania się w każdej sytuacji i szukania pozytywów nawet tam, gdzie pozornie nie mają one prawa istnieć. Tego szukam.

Dodaj komentarz