Diane Chamberlain – Dobry ojciec

Macierzyństwo nieodwracalnie zmienia coś w kobiecym mózgu. Każda wzmianka o cierpiącym lub smutnym dziecku przełącza wtedy jakiś tajemniczy, kryjący się w głowie pstryczek i wtedy koniec, pozamiatane, z oczu płyną potoki łez. 
Mocno staram się nie wymiękać, bo straszliwie nie lubię tych momentów, kiedy coś mnie porusza do łez. Czuję się wtedy, jakbym biegała z gołym tyłkiem po gdańskim Starym Mieście. Słabo. Bądź jak Harvey Specter – mówię sobie wtedy, choć wiem, że pod każdym względem cholernie się przecież różnimy.
Travis Brown, jeden z trzech głównych bohaterów powieści Diane Chamberlain Dobry ojciec, w jednej chwili stracił prawie wszystko. On i jego mała córeczka Bella niemal w jednej chwili zostali bez dachu nad głową i pieniędzy, więc ich sytuacja zaczęła pogarszać się z dnia na dzień. Travis, mimo młodego wieku, doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co grozi mu, jeśli natychmiast czegoś nie wymyśli. Pewnego dnia poznaje Erin, farmaceutkę która nie może pogodzić się ze śmiercią córki. Erin ukrywa ten fakt, ale obecność Belli działa na nią magnetyzująco i każe stawić czoła swoim demonom. Dramatyczne okoliczności sprawią, że zarówno ona, jak i Travis będą musieli dokonać całkowitej rewolucji w swoim życiu. Tylko że to nie wszystko. Jest jeszcze Robin, której pełna dramatycznych zwrotów akcji przeszłość zaczyna ją doganiać. Żadne z tej trójki nie będzie miało łatwo.

Bóg jeden wie, co podkusiło mnie, żeby umieścić tę powieść na mojej liście „do przeczytania”. Prawdopodobnie zaufałam nazwisku autorki, mając miłe wspomnienia z jej poprzednią czytaną przeze mnie książką, W słusznej sprawie. Tak czy siak, chyba dobrze się stało, choć pewnie zaskoczy was to, o czym zaraz napiszę. W pierwszej chwili, tuż po przeczytaniu, oceniłam tę książkę jako bardzo dobrą, bo naprawdę byłam pod jej wrażeniem. Pozwoliłam nawet, by po moich policzkach spłynęły dwie lub trzy łzy. Wzruszyłam się, co tu dużo mówić, stąd taki, a nie inny wstęp. Ale teraz, gdy minęło już trochę czasu, a moje emocje ostygły, ta euforia nie jest już tak duża i choć pierwotnej oceny zmieniać nie zamierzam, szczerość nie pozwala mi na pominięcie tego faktu. Dobry ojciec to w zasadzie bardzo zwyczajna powieść, i podobnych do niej na księgarnianych półkach znalazłabym pewnie dziesiątki. Nie jest zła, ale też nie wybitna, choć na pewno gorsza, niż wspomniana przeze mnie W słusznej sprawie. To książka, która w moim odczuciu miała po prostu opowiedzieć o kilku konkretnych problemach – żałobie, ubóstwie, rozpaczy, czy niewłaściwych życiowych wyborach, ale nie jestem do końca przekonana, czy ich mnogość nie sprawiła, że wszystko się trochę rozmyło w myśl zasady, że co za dużo, to niezdrowo. Przeczytać można, ale poprzednia powieść tej autorki jest zdecydowanie lepsza.

Tytuł oryginału: The good father
Ilość stron: 392
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Ocena (1-10): 7 – bardzo dobra

Dodaj komentarz