Elisabeth Herrmann – Wioska morderców

Podekscytowana i zaniepokojona jednocześnie – dokładnie tak czułam się, gdy psychicznie nastrajałam się do lektury Wioski morderców, pierwszej na polskim rynku książki niemieckiej dziennikarki i pisarki Elisabeth Herrmann. Ponieważ zewsząd dobiegały mnie głosy, że Wioska… to kawał świetnego thrillera, wyczekiwałam tej książki z dużą niecierpliwością. Jak się okazało, niepotrzebnie. 

Sanela Beara jest zwyczajną policjantką, której zawodowa droga nie do końca przebiega tak, jak by sobie tego życzyła. Sanela ma duże ambicje, jest błyskotliwa i inteligentna, kiedy więc przypadkowo zostaje wplątana w sprawę morderstwa na terenie ogrodu zoologicznego, angażuje się w tę sprawę mimo wyraźnych sprzeciwów swoich przełożonych, głównie Lutza Gehringa, naczelnika berlińskiego wydziału kryminalnego. 
Jak to zwykle bywa, samowola głównej bohaterki doprowadza do wielu nieoczekiwanych zwrotów akcji. Herrmann tak umiejętnie zaplątała fabułę, że za nic w świecie nie potrafiłam dojść do tego, co tak naprawdę stało się w tytułowej wiosce morderców. Tym bardziej, że drugi z głównych bohaterów, młody psycholog Jeremy Saaler, również próbuje dociec przyczyn zaistniałej na terenie ogrodu zoologicznego zbrodni, o którą oskarżono jedną z zatrudnionych tam pracownic. Na korzyść książki działa jak dla mnie tylko to, że do samego końca nawet nie podejrzewałam, KTO i CO. Żadna to frajda, gdy już na początku domyślasz się rozwiązania zagadki – tutaj nie było o tym mowy. Na tym jednak plusy Wioski morderców się kończą. Niespecjalnie mnie ta książka porwała, ot, był to zwyczajny thriller, jakich wiele w swoim życiu przeczytałam, raczej bez fajerwerków. Przeczytany, odznaczony na liście, następny proszę. A szkoda.

Tytuł oryginału: Das Dorf der Mörder
Liczba stron: 548
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Ocena (1-10): 5 – przeciętna

Dodaj komentarz