Emma Donoghue – Pokój

Kiedy zostałam matką, wiele się zmieniło w moim postrzeganiu rzeczywistości. Zaczęłam dostrzegać, jak wielką emocjonalną cenę płacę za każdy wątek, w którym pojawia się krzywdzone dziecko lub krzywdzona matka. I nie ma znaczenia, czy to literacka lub filmowa fikcja, czy rzeczywistość. Wkurza i bulwersuje tak samo mocno.

W ciągu ostatnich kilku lat Pokój Emmy Donoghue migał mi w książkowych rekomendacjach regularnie, to tu, to tam. Gdzieś z tyłu głowy tkwiło mi przekonanie, że prędzej czy później ją przeczytam, dlatego też nie wahałam się ani chwili, gdy znajoma blogerka, Ania z Zakulisowo.pl zapytała, czy mam na tę książkę ochotę. Miałam i z wdzięcznością ją od Ani przyjęłam. A potem…

A potem było strasznie. 

To nie mogła być radosna powieść, jedna z tych, które w sobotnie popołudnie czytujesz dla relaksu. No bo umówmy się – opowieść o uprowadzonej i przetrzymywanej w zamknięciu kobiecie oraz jej synu, owocu wielokrotnych gwałtów, to nie najlżejsza historia na świecie. Pokój to historia opowiedziana z perspektywy pięcioletniego chłopca, którego świat ogranicza się wyłącznie do czterech ścian tytułowego pokoju, w którym mieszka od urodzenia. To historia kobiety, która wszelkimi siłami stara się zapewnić swojemu synowi względną normalność – na tyle, na ile w ogóle jest w stanie.
Ta książka to ciarki na plecach i przyspieszone bicie serca. To również czytanie między wierszami i domyślanie się tego, czego nie jest w stanie zrozumieć i przekazać pięcioletni chłopiec – dlatego też Pokój jest tak przejmującą opowieścią. I choć nie jest to najłatwiejsza książka na świecie, zdecydowanie warta jest poświęconego jej czasu.

Tytuł oryginału: Room
Liczba stron: 408
Wydawnictwo: Sonia Draga

Ocena (1-10): 8 – rewelacyjna

Dodaj komentarz