Epizod pierwszy – Ebola

Dzień jak każdy inny, śniadanie, kawa, spacer z dzieckiem, wygłupy, potem on śpi, ja przeglądam wiadomości w sieci i nagle widzę, że Ebola, Ebola, Ebola. Zachodnia Afryka, Ebola. Wzrasta liczba zarażonych. Ebola. Jezu, EBOLA. To koniec. 
źródło

Umrzemy, na pewno umrzemy, tylko ile mamy czasu? Ebola. Jezu, Ebola. Z Zachodniej Afryki do Europy, a potem z głowy, potrzebujemy wody, wody, wody i puszek, w Walking Dead szukali puszek, mają długi termin przydatności do spożycia. Nie będziemy wychodzić na dwór, trudno, będziemy wietrzyć, kiedyś to się skończy. Ebola! Chce mi się wymiotować, Boże, za ile on wróci z pracy? WHO, szybko, na stronę WHO. Co tu piszą, co piszą? 

Today 15 new suspected cases were reported in Guinea (8 in Guekedou and 2 in Macenta, in addition to the 5 cases in Conakry). The case fatality rate (CFR) is 64%. All age groups have been affected but most of the cases are adults aged 15-59 years. (27.03.2014, źródło: www.who.int)
 
Boję się. Serce mi przyspiesza, w gardle zasycha. Ebola, Ebola, Ebola. To cholerne słowo wpadło mi do głowy i nie chce wyjść, ta cholerna epidemia, Boże, przecież nie ma na to lekarstwa, to koniec, będzie jak w tych wszystkich filmach, które widzieliśmy, kwarantanna, a potem nas rozstrzelają albo umrzemy na ulicy, Jezu! Ale chwila, sekunda, myśl spokojnie, hej! Nie żyjemy w Afryce, tam jest bieda, głód, brud, oni tam chorują, bo dotykają trupów przed pogrzebem, poza tym Ebola przenosi się z wydzielinami ciała, do cholery! Uspokój się! A jeśli ktoś na mnie kichnie? Jeśli dotknę klamki, której wcześniej dotykał ktoś chory? Może rękawiczki? Tak, trzeba będzie kupić rękawiczki. Ale co z dzieckiem, Boże, przecież on jest malutki, nie zrozumie, że nie wolno niczego dotykać, nie będzie mógł wychodzić na zewnątrz. A pies? Jeśli coś na łapach przyniesie? 

Google.
Ebola śmiertelność.
Ebola sposób zarażenia. 
Ebola objawy.    
W ciągu pół godziny staję się epidemiologiem najwyższej klasy. Cześć, dobrze, że już jesteś, Ebola w Afryce, musimy mieć jakiś plan, słyszysz? Jak to mam się nie przejmować, na nią nie ma lekarstwa, przecież mamy dziecko!

I nagle koniec. Spokój. Po kilku dniach z Ebolą plączącą się po głowie, nagle cisza. Jaka ja głupia byłam, że tak się bałam. Ha ha ha, Ebola, że też sobie myśli zajmuję czymś takim, phi, trzeba pomyśleć nad tortem na roczek, to już niedługo. 

Mija kwiecień, maj, czerwiec… i nadchodzi lipiec. A w lipcu znowu. Artykuł na Onecie, że Ebola wymyka się spod kontroli. Tyle wystarczy.
Ebola, Ebola, Ebola. Wciąż, i wciąż, i wciąż. W środku nocy, gdy wstaję do dziecka, sprawdzam stronę WHO. Mam ją w zakładkach, wchodzę tam z drżeniem serca i uważnie śledzę wszystkie cyferki. Po raz kolejny kilka dni mam wyjętych z życia, bo Ebola, a on nagle dzwoni z pracy, że słyszałaś? W Radio Gdańsk mówili podobno przed chwilą, że w Rębiechowie wylądował facet z podejrzeniem Eboli. Prawie mdleję. Sprawdzam wszystkie serwisy internetowe i oddzwaniam, że nic nie ma, Waldek, nic nie ma! Łzy napływają mi do oczu. Trzeba uciekać. Ej, spokojnie – mówi – kumpel tylko żartował. Więc i ja żartuję. Nic się przecież nie stanie, gdzie Afryka, gdzie Europa, phi tam, Ebola. Oglądam The Last Ship i wcale się nie boję, w ogóle, no, może trochę. Już tylko raz dziennie sprawdzam stronę WHO, tak dla pewności. To nic, że liczba zarażonych rośnie, nic nam przecież nie grozi. 
To był pierwszy.

Dodaj komentarz