Gdyby nie blogerzy… trochę o słabych Targach Książki w Katowicach

Wiedziałam, bo uprzedzano mnie wielokrotnie. Targi Książki w Katowicach to nie Targi Książki w Krakowie i mam nie oczekiwać niczego nadzwyczajnego. Mówiono, że nie powinnam nastawiać się na fajerwerki, ale gdy zastałam tylko jeden, maleńki i szybko spalający się zimny ogień, uznałam, że to trochę za mało.
A to było tak… 
Do Katowic wybrałam się właściwie tylko dlatego, że Śląscy Blogerzy Książkowi zorganizowali panele dyskusyjne na tematy okołoblogowoksiążkowe. Pomyślałam sobie: no dobra, skoro i tak jestem na Śląsku (tak naprawdę w Zagłębiu, ale na potrzeby wpisu uznajmy, że mówiąc ŚLĄSK, mam na myśli Katowice i okolice. Większość ludzi mieszkających poza Zagłębiem Dąbrowskim i tak nie ma o nim najmniejszego pojęcia), mogę ruszyć dupsko i spotkać się z fajnymi ludźmi. Jak pomyślałam, tak zrobiłam i wczoraj rano, zostawiwszy Buddę w rękach dziadków, wsiadłam w autobus linii D i pojechałam do Katowic. 
Tam… 
Wchodzę do sali, w której miało odbyć się spotkanie blogerów, a tu nagle dziewczę jakieś wita mnie wylewnie. Musiałam wyglądać jak personifikacja łotdafak?, ale dziewczę okazało się być Sardegną i w jednej sekundzie wszystko stało się jasne. Przez chwilę pomyślałam, że moja sława mnie wyprzedza. Jednak nie. Hasztag smuteg. A tak całkiem na serio, spotkanie było naprawdę fajne i jestem szalenie zadowolona, że na nie pojechałam. Wiecie, te wszystkie tematy, które wałkuje się w kółko na blogach, są totalnie interesujące, gdy porusza się je w większym gronie i każdy może sobie wykrzyczeć, co go na wątrobie gniecie. A mnie na przykład gniecie, że mi wydawca na okładce często streszcza 3/4 fabuły i w zasadzie książkę czytam po tym dla samego czytania, bo frajdy z tego żadnej.
Ale wracając do samego spotkania, rozmawialiśmy o wielu ciekawych rzeczach. O komentarzach i moderacji, o opiniach pozytywnych i negatywnych, o relacjach z pisarzami i wydawcami, o specyfice blogspota, o Google Analytics… chyba o wszystkim, o czym się dało. 
A potem…
A potem mignęła mi burza czarnych loków i w jednej chwili pomyślałam, że padnę z radości. Karolina moja kochana, co zwiedza wszechświat, piękna jak jutrzenka, młoda, cudowna, promienna i roześmiana, przywitała się ze mną, jakbyśmy się od stu lat znały. Boże mój, jaka ona wspaniała! Wzruszyłam się, uśmiałam i poziom zadowolenia, który już wcześniej przekroczył normę, po spotkaniu Karoliny wystrzelił w kosmos. Ale żeby mi nie było zbyt przyjemnie, czas płynął szybko, a świadomość, że moi rodzice muszą poradzić sobie z opanowaniem mojego wszędobylskiego dziecka, skłoniła mnie do podjęcia decyzji o powrocie do Dąbrowy. 
Co do książek… 
Nie kupiłam wiele. W zasadzie nie planowałam żadnych książkowych zakupów, bo i tak mam już kilka nowych pozycji, które muszę zabrać z powrotem do Gdańska, a każda kolejna to dodatkowe obciążenie. Nie oparłam się tylko dwóm książeczkom dla Mateusza, jednej od Wydawnictwa Zakamarki: 
I drugiej, od Publicat:

Sama natomiast wzbogaciłam się o książki zdobyczne. Pierwsze dwie zdobyłam dzięki uprzejmości Karoliny, ostatnia zaś to prezent od ŚBK 🙂

Same Targi…

Malutkie, raczej biedne, niewielu było wystawców znanych i dużych. Tych, które kojarzę lub dobrze znam, było tylko kilka. Bardzo podobały mi się wydawnictwa dla dzieci, chociaż i tak musiałam obejść się smakiem, bo zdecydowana większość książek przez nie oferowanych, była skierowana dla dzieci trzy-, czteroletnich i starszych. Ostrzegano mnie i w sumie nie nastawiałam się na nic nadzwyczajnego, ale jak już wspomniałam na początku, było jeszcze słabiej. Szkoda, bo Katowice to miasto wojewódzkie i dobrze skomunikowane, a w konurbacji górnośląskiej mieszka ponad 2 mln ludności i naprawdę byłoby dla kogo zrobić duże Targi. Dobrze, że byli blogerzy 🙂 

Dodaj komentarz