Ile czyta mól książkowy, gdy zostaje matką?

Odpowiedź: mniej, niż gdyby matką nie był.
Macierzyństwo to taki specyficzny stan, kiedy na początku jest fajnie, a potem coraz gorzej. Od pewnego momentu po prostu czytelnicza równia pochyła i ten stan rzeczy trwa… bo ja wiem? Stawiam, że ze trzy lata. Noworodek i/lub małe niemowlę to takie cudowne stworzenie, które – o ile trafi się egzemplarz mało absorbujący – pozwala z literatury czerpać pełnymi garściami. Przynajmniej w teorii, bo w praktyce bywa różnie. Jedna matka spędza czas wpatrując się w owoc żywota swojego, a inna…

Pierwsze miesiące życia mojego syna marnowałam na jałowe dyskusje z innymi matkami (oh God, why?) i zamiast czytać książki, rozmawiałam o tym, jaki krem najlepiej sprawdzi się na odparzenia i dlaczego do kąpieli noworodka za lepszy uważam płyn Hipp niż Johnson&Johnson. Cierpiałam najpewniej na pewnego rodzaju szok poporodowy i matczyne dysmózgowie (częsta przypadłość, nie zawsze mija z czasem), bo zachowywałam się zupełnie inaczej, niż wcześniej zakładałam i marnowałam niezliczone ilości czasu, które mogłam przeznaczyć na czytanie, a blog podupadał. Kiedy w końcu zebrałam się do kupy, moje dziecko miało już pięć miesięcy i zdecydowanie nie miało już ochoty dawać w kimę po każdym posiłku. Wspaniale – pomyślałam. Teraz się zacznie.

Kobieta cierpiąca na książkoholizm ma w tej sytuacji kompletnie przerąbane, bo kilkumiesięczne potomstwo wymaga już większej uwagi i zabawy, co więcej nie da się zbyć byle czym (a jeśli da, to nie na długo). I o ile dla takiego dziecięcia matka robiąca porządki stanowi jako takie źródło atrakcji (coś się dzieje! Coś stuka, gdzieś pluska i jeszcze odkurzrzrzrzrzrzrzrzrzacz!), tak matka czytająca jest, no cóż, zwyczajnie nudna. W dodatku w pewnym momencie młode wchodzi w taki etap, kiedy zaczyna się przemieszczać, a na dodatek odkrywa, że KARTKI MOŻNA DRZEĆ i wydają wtedy bardzo przyjemny dla ucha odgłos (w przeciwieństwie do pełnego wściekłości i żalu krzyku matki, że NIEWOLNONISZCZYĆKSIĄŻECZEK!). Młode podkrada więc książki z półki i poznaje je na swój sposób, czyli gryząc. Pal licho, jeśli trafi na Stephenie Meyer. Gdyby była to Jane Austen, dostałabym ataku serca.
Niezależnie od wszystkiego, czytanie przy dziecku, które wchodzi w etap chcę biegać po całym domu i rozrzucać wszystko co się da, jest trudniejsze, niż przejście gołymi stopami po pinezkach. Gdy próbuję, za piętnaście sekund Mateusz przybiega do mnie i daje mi w prezencie mój własny stanik, który wyjął z mojej szuflady. Ale stanik to jeszcze nic, gorzej gdy wraca z łazienki. Po co mi, do jasnej anielki, płyn do płukania tkanin, kiedy czytam książkę? Czytanie odkładam więc na te chwile, kiedy Budda skleja oko z poduchą. Wtedy czas start! Ile stron jesteś w stanie przeczytać w półtorej godziny? Ja więcej, niż kiedykolwiek wcześniej w moim życiu. W ciągu ostatnich tygodni poświęcam nawet mój cenny sen i do późnych godzin nocnych, z oczami na zapałki, strona po stronie przybliżam się do końca książki. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Tylko co będzie, gdy znów zacznę pracować?

Dodaj komentarz