Jak bardzo pokręcone są Twoje sny? – Przewodnik po świadomym śnieniu

Ze mną jest tak, że jak coś mi się śni, to na bogato. Nie ma rozmemłania, tylko na przykład metalowa rura od odkurzacza lądująca na twarzy atakującego mnie zombie (ostatnio w moim śnie o zombie aktywny udział brał Janek z Tramwaju nr 4!). Albo że stoję na balkonie w mieszkaniu moich rodziców i widzę, że z południa nadlatują wielkie statki kosmiczne. Albo że jestem w Poznaniu i Jarka z Jarkowych Bazgrołów każe mi kupić topinambur. Generalnie spoko, bo pamiętam sny właściwie z każdej nocy.

Ale czasami jest strasznie, a strasznie oznacza, że do spoko jest bardzo daleko, jak do Chin na przykład. Wczoraj miałam właśnie taki sen. Obudziłam się zlana potem i przerażona, bo mój psotny umysł zaserwował mi nocą drugą ciążę. W takich momentach oddałabym wiele, żeby posiadać umiejętność świadomego śnienia. Czyli wiecie, śni się wam coś wyjątkowo niekomfortowego lub nieprawdopodobnego, orientujecie się, że śnicie i dalej idzie według waszego scenariusza. Gdybym potrafiła śnić świadomie, robiłabym cuda. Supermoce, latanie, teleportacja, większe cycki… 

I w tym momencie, jakby w odpowiedzi na moje oczekiwania, na scenę wychodzi trzech gości, którzy wzięli sobie za cel nauczyć świadomego śnienia takich opornych ludzi jak ja. Przewodnik po świadomym śnieniu, bo taki tytuł nosi książka, którą napisali, to właściwe bardziej podręcznik niż przewodnik, choć w odróżnieniu od tych typowych, jest podręcznikiem ciekawym. Gdybym trafiła na niego parę lat temu, kiedy byłam mocno nastrojona na nauczenie się świadomego śnienia, pewnie dziś nie miałabym z tym problemów. A tak… klops. Raz, jeden jedyny raz udało mi się odzyskać świadomość we śnie, lecz tak się tym faktem podekscytowałam, że niemal natychmiast się obudziłam. Moja kariera oneironauty była więc krótka. Zniechęciłam się. Ale teraz, gdy moje sny są wyjątkowo barwne i realistyczne, próbuję raz jeszcze, stosując te metody, o których napisano w Przewodniku. I nie, nie udało mi się wywołać świadomego snu, ale nie tracę nadziei. Jak mi się uda, to się pochwalę, a wy, jeśli chcecie zgłębić tajniki oneironautyki, sięgnijcie sobie po tę różową książeczkę, bo jest naprawdę fajna.
Tytuł oryginału: A field guide to lucid dreaming
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: W.A.B.

Ocena (1-10): 7 – bardzo dobra

Dodaj komentarz