Jak pisać o cyklu literackim?

Z cyklami literackimi sprawa ma się następująco. Jeśli się komuś spodobała część pierwsza, sięgnie po drugą. Jeśli i druga przypadła mu do gustu, sięgnie po trzecią. Jeśli zaś mu się nie spodobała, na trzecią i tak zerknie prawdopodobnie choćby z ciekawości, bo ta słabsza druga to może jakaś wpadka przy pracy, każdemu się zdarza, no ludzie. W przypadku części trzeciej, czwartej, piątej i każdej kolejnej jest podobnie.

Kiedy więc zastanawiałam się, co napisać o czwartej, a zarazem ostatniej części cyklu Saga Cienia autorstwa Orsona Scotta Carda, przyszło mi do głowy, że niezależnie od tego, jak mocno bym się starała, ten tekst nigdy nie stanie się najchętniej czytanym postem na blogu a liczba jego wyświetleń i tak będzie mocno średnia. Nie jest nawet istotne, czy ta książka to dla mnie absolutne arcydzieło, czy totalna kicha. Śledzę rynek wydawniczy i trochę już wiem, co mi na blogu pyknie, mówiąc kolokwialnie, i co pofrunie tam, gdzie wzrok nie sięga, a co zostanie przeczytane i zapomniane w sekundę później.

Nie ma zatem sensu, bym szeroko rozpisywała się o powieści, której i tak nie przeczyta nikt, kto nie poznał wcześniej poprzednich części. Natomiast jeśli ktoś już je zna, prawdopodobnie właśnie dlatego ją przeczyta, a moje „super” lub „słabo” nic w jego postanowieniu nie zmieni.

I co teraz? 

Czy się to komuś podoba, czy nie, Card stworzył cykl doskonały. Muszę to przyznać nawet pomimo faktu, że przez ostatni tom cyklu przedzierałam się powoli jak winniczek i bez przerwy gubiłam wątek. Moje „niepodobamisię” nie ma tu jednak żadnego znaczenia. Każdym porem skóry czułam, że czytam literaturę przez wielkie L i nieraz łapałam się na myśli, że Card to geniusz, który tylko przypadkiem nie został jeszcze władcą wszechświata. Takiego cyklu nie czyta się na raty, jego się wciąga do głowy jeden tom po drugim, bez kilkumiesięcznych, wybijających z rytmu przerw. Gdy człowiek czeka, to mu treść ucieka ze łba i potem jest tak, jak w moim przypadku, że im dalej, tym bardziej aleosochozi.

Wiem jedno – Saga Cienia jest naprawdę wyśmienita i jeśli literatura sci-fi jest choćby w połowie tak dobra, jak ona, to wiele tracę, zapierając się przed nią rękami i nogami. Pomyślcie o tym.

Tytuł oryginału: Shadow of the Giant
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Ocena (1-10): 5 – przeciętna

Pozostałe książki z cyklu Saga Cienia:
Cień Endera – 9/10
Cień Hegemona – 8/10
Teatr Cieni – 7/10

Dodaj komentarz