Jeffery Deaver – Kolekcjoner skór

Mam dwadzieścia sześć lat, dziecko, partnera, pracę i psa, i wierzcie mi lub nie, ale bywa, że boję się fikcyjnych postaci. Jeśli w którejś z książek występuje niezrównoważony psychopata, jest pewne, że w trakcie czytania owinę się kołdrą po same uszy, a w nocy będę bała się pójść ubikacji. To ten rodzaj strachu, który nie mija z wiekiem i jest przy tym naprawdę fajny. 
Jeffery Deaver w przeczytanym przeze mnie kilka dni temu Kolekcjonerze skór, zaserwował mi postać mężczyzny, który swoje ofiary morduje robiąc im tatuaże. Ale jak? Co ma robienie tatuażu do morderstwa? – zapytacie. Cóż, w tym przypadku akurat ma wiele wspólnego. Zamiast tuszu morderca używa bowiem trucizny, a właściwie trucizn, a w dodatku takich, które powodują śmierć w straszliwych męczarniach. 
Tak, to jest ten moment, w którym na przedramiona wstępuje mi gęsia skórka.
Niestety, moje nadzieje na doskonałą lekturę okazały się być złudnymi. Delikatnie bo delikatnie, ale jednak. Kolekcjoner skór, choć oczywiście jest powieścią interesującą, świetnie napisaną i trzymającą w napięciu, czego absolutnie nie mogę jej odmówić, nie miała w sobie TEGO CZEGOŚ, co ujęło mnie w przypadku czytanego kilka lat temu Kolekcjonera kości. Najnowsza powieść Deavera była jak niedzielny rosół, który je się ze smakiem, ale ma się świadomość, że mógłby być nieco lepszy, gdyby dodać doń jeszcze szczyptę soli. To kulinarne porównanie doskonale obrazuje moje odczucia odnośnie tej lektury. Gdyby nie naprawdę świetne zakończenie, z żalu płakałabym krwawymi łzami.
Do jednego nie mam za to absolutnie żadnych zastrzeżeń – Lincoln Rhyme i Amelia Sachs, główni (oprócz mordercy) bohaterowie powieści to naprawdę świetnie zgrana para śledczych. Ten pierwszy, jeżdżący na wózku geniusz, niemal od początku podąża krok w krok za mordercą, ta druga zaś to babka z hartowanej stali, która po prostu daje radę. I w zasadzie to właśnie oni zachęcają mnie do tego, żeby dać jednak Deaverowi szansę i zaprzyjaźnić się z nim na dłużej.

Tytuł oryginału: The skin collector
Liczba stron: 496
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Ocena (1-10): 6 – dobra



Dodaj komentarz