Jennifer Worth – Zawołajcie położną

Zdjęcie książki i mojej ślicznej piżamki w kwiatuszki pochodzi
z mojego INSTAGRAMA
Narodziny mojego syna pamiętam tak wyraźnie, jakby były wczoraj. Nie ma w tym właściwie nic dziwnego, w końcu nie codziennie wypycham z siebie trzy i półkilogramowe stworzenie płci męskiej. Choć bolało jak diabli, a ja klęłam tak, że z mojego słownictwa dumny byłby każdy szewc, był obok mnie ktoś, dzięki komu bolało trochę mniej. I nie mówię tu o stwórcy całego zamieszania (notabene również będącego tuż przy mnie), a o kobiecie, która codziennie uczestniczy w cudzie narodzin. O położnej. 
Trudny to zawód, choć piękny. Zdarzają się sytuacje zabawne, wzruszające, trudne i dramatyczne. O każdej z nich napisała Jennifer Worth w swojej fenomenalnej książce Zawołajcie położną. Wierzcie mi, nie miałam pojęcia, że o porodach można napisać tak, jak zrobiła to ta kobieta (to również zasługa świetnego tłumaczenia!). Wszystkie te historie wciąga się nosem, tak rach ciach. Dwa wieczory i po książce, a jak się ktoś postara, to i za jednym razem machnie, bo od tej książki oderwać się nie sposób. 

Zobaczcie sami:

Przygotowuję się do następnego skurczu, który nadciąga zdumiewająco szybko. Muriel nieustannie dyszy. Rozluźniam krocze wokół wysuwającego się ciemienia. Główka jest już na zewnątrz.
Wszystkie wydajemy z siebie westchnienie ulgi. Muriel jest wykończona.
– Dobra robota, Muriel, wspaniale ci idzie. To już nie potrwa długo. Jeszcze jeden skurcz i dowiemy się, czy to chłopiec, czy dziewczynka. 
Twarz noworodka jest niebieskawa i pomarszczona, cała w śluzie i krwi. Sprawdzam tętno. Wciąż w normie. Obserwuję, jak główka obraca się o kąt czterdziestu pięciu stopni. Przednie ramię może teraz wyjść spod spojenia łonowego. Kolejny skurcz. 
– Teraz, Muriel, teraz możesz przeć. Mocno. 
Pomagam ramieniu jednym ruchem, do przodu i w górę. W ślad za nim wyłaniają się drugie ramię i ręka, po czym całe ciałko dziecka wysuwa się gładko na zewnątrz.
– Kolejny chłopaczek! – woła matka. – Bozi niech bendom dzięki. Zdrowy, siostro?
Muriel płacze ze szczęścia. 
– Och, niech mu Bozia błogosławi. Dajcie no zerknąć. Co za słodka kruszynka. 
Jestem poruszona tak samo jak Muriel, bo tak wielka ogarnia mnie ulga, że poród przebiegł szczęśliwie. Zaciskam pępowinę w dwóch miejscach i przecinam pośrodku; przytrzymuję chłopca za kostki głową w dół, dla pewności, że nie zachłyśnie się wodami płodowymi.
Zaczyna oddychać. Od tego momentu dziecko staje się odrębną istotą. (str. 14)

To dopiero początek książki, a takie emocje! I nie wiem, może udzieliło mi się dlatego, że sama jestem matką, ale wszystkie zawarte w książce historie zapierają dech w piersiach i nie ma tu ani krzty przesady. Worth spisała swoje wspomnienia z czasów, kiedy porody domowe wciąż były normą, a do szpitala trafiały właściwie wyłącznie przypadki zagrożone. Cały ten klimat, cała ta magia wiążąca się z przyjściem na świat nowego człowieka, to wszystko tu jest i niech mnie piorun trzaśnie, jeśli kłamię.
Tytuł oryginału: Call the Midwife
Ilość stron: 376
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Ocena (1-10): 8 – rewelacyjna

10 Replies to “Jennifer Worth – Zawołajcie położną”

  1. Ja nie jestem matką, a udzieliło mi się równie mocno – ta książka jest po prostu świetna 🙂

  2. To ja Ci zarekomenduję "Mundrą" Sylwii Szwed.

  3. To już druga opinia o tej książce, którą dziś czytam. I jestem jej coraz bardziej ciekawa.

  4. Trochę nie w moim guście, ale wydaje mi się ciekawa 🙂

  5. ładny wygląd + ciekawe wpisy 😀 Zapraszamy do nas ! http://bbqbooks.blogspot.com/

  6. Ja również nie widziałam, że o porodzie można napisać w TAKI sposób! To po prostu niesamowite, fantastyczne! I to pomimo tego, że moje własne doświadczenia były raczej koszmarne :/

  7. Książka jest już w drodze do mnie 🙂

  8. Również rewelacyjną opinię wyczytałam u Karoliny M.:)

  9. Witam, chciałabym serdecznie zaprosić na konkurs, który właśnie zaczął się na moim blogu. Do wygrania 2 egzemplarze najnowszej powieści Kinga – Pan Mercedes. Pozdrawiam

    http://potravel.pl/2014/06/17/konkurs-najnowszy-king-do-wziecia/

Dodaj komentarz