Jia Mai – Szyfr

Gdyby komuś przypadkiem przeszło przez myśl, że o książkach pisze się łatwo, niech weźmie rozbieg i biegiem kieruje się w stronę najbliższej ściany. Ach, i niech się przed nią nie zatrzymuje, to ważne. 
Jest czwartek, 23 kwietnia, dwudziesta dziesięć, a ja, cytując klasyka, siedzę & myślę. Wszystko dlatego, że raz na jakiś czas zdarzają mi się w życiu książki, o których mawiam, że są właściwie bardzo fajne, chociaż nic w nich zachwycającego. Porównując do jedzenia – są jak kanapka z masłem i serem. Smaczne, wiadomo, ale bez fajerwerków. Właśnie taki jest Szyfr i jak mi Bóg miły, od jedenastu dni zachodzę w głowę, co o nim napisać i jak nie wiedziałam wtedy, tak nie wiem teraz. Ale spróbuję, niech już będzie, w końcu do odważnych świat należy, nie? 

Opis książki mówi o niej następująco:
W swoim pasjonującym debiucie Mai Jia odsłania tajemniczy świat Jednostki 701, supertajnej organizacji szpiegowskiej, której zadaniem jest kontrwywiad i łamanie szyfrów.
Rong Jinzhen, autystyczny geniusz matematyczny z tajemniczą przeszłością, zostaje zwerbowany do Jednostki 701, co oznacza dla niego porzucenie badań naukowych. Jako największy chiński kryptograf Rong odkrywa, że wybitnym umysłem kryjącym się za szaleńczo trudnym Purple Code jest jego wybitny nauczyciel i najlepszy przyjaciel, który obecnie pracuje dla wroga Chin – ale to tylko pierwsza z licznych zdrad.

Niestety, to trochę nie tak. Sugerowanie się powyższym opisem może być przyczyną poważnego rozczarowania. Po pierwsze, Jia o Jednostce 701 pisze właściwie bardzo niewiele. Trudno więc mówić o odsłonięciu czegoś, bo dla mnie było ledwie zerknięcie przez wizjer. Po drugie, z opisu wynika, że powieść będzie właściwie w całości poświęcona Rongowi Jinzhenowi. Cóż, nie jest. Bardzo duża część książki to historia jego rodziny i dzieciństwa, a o faktycznej pracy dla Jednostki 701 jest mniej, niż można by oczekiwać. Po trzecie, Purple Code – tutaj mam te same zarzuty, co poprzednio.
I nie chodzi o to, że książka jest zła, bo Szyfr jest dobry, emocjonujący i zdecydowanie inny niż książki, do których jestem przyzwyczajona. Historia przodków Jinzghena to świetne wprowadzenie, a sam główny bohater, matematyczny geniusz z problemami emocjonalnymi to temat, którego Jia Mai na szczęście nie popsuł. Wiem też, że wielu z was będzie z tej książki zadowolonych. To porządny i dość ciekawy debiut, dlatego jestem trochę zła, że opis z okładki wprowadził mnie w błąd. Spodziewałam się po książce czegoś innego niż to, co dostałam i choć koniec końców było nieźle, czuję, że do opisu wyjęto z książki to, czego jest w niej najmniej. Nie wiem, czy to w porządku.

Liczba stron: 448
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Ocena (1-10): 6 – dobra

Dodaj komentarz