Jodi Picoult – Już czas

Jodi Picoult jest jak kapusta z grochem na Wigilię i deszczowy lipiec nad Bałtykiem. Absolutny pewniak. Żadna z jej książek nigdy mnie nie rozczarowała. Żadnej nie czytałam z niechęcią i poczuciem, że coś się Picoult nie udało, a moja satysfakcja z lektury ulatuje jak  powietrze z pękniętego balonu.

Picoult jest w swoim pisarstwie niesamowita i jak wirtuoz gra na czułych strunach kobiecej wrażliwości. Na mojej też, serio. Łykam jej historie jak młody pelikan, a Już czas to kolejne papu, które wyszło spod jej pióra i które naprawdę mi smakowało. Bohaterów mamy tu czterech. Alice – zaginioną przed laty specjalistkę od słoni, Jennę – jej córkę, która próbuje ją odnaleźć, Serenity – jasnowidz mającą pomóc w poszukiwaniach i byłego policjanta, Virgila. Każda z tych postaci jest na swój sposób emocjonalnie i psychicznie okaleczona i w zasadzie każdy oprócz Jenny ma na swoim sumieniu mniejsze i większe grzechy. Czyli po ludzku, jak to w życiu bywa.

Najważniejszy i najbardziej fascynujący element tej powieści to słonie. Alice, jako specjalistka zajmująca się ich emocjami, macierzyństwem i przeżywaniem przez nie żałoby,  wprowadza czytelnika wprost do głowy słoni (słonic, mówiąc ściślej) i tłumaczy ich uczucia, podobne do ludzkich i niezwykle silne. I to właśnie największa zaleta tej książki. Sama fabuła, choć nie powala na kolana jak na przykład w Świadectwie prawdy lub Bez mojej zgody, broni się obecnością słoni i tym, że Picoult wykorzystała swoją powieść jako pretekst do opowieści o tych pięknych, masowo zabijanych dla ich cennych kłów zwierząt. To kawał przyzwoitej lektury i mimo że mniej więcej do połowy książki czytałam ją z umiarkowanym entuzjazmem, wydarzenia, jakie autorka zostawiła na koniec, sprawiły że końcówkę chłonęłam jak gąbka. I co tu dużo mówić, miłośnicy Picoult i tak po nią sięgną, niezależnie od tego, co o niej napiszę, prawda?

Tytuł oryginału: The leaving time
Ilość stron: 512
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Ocena (1-10): 6 – dobra

Dodaj komentarz