John Steinbeck – Podróże z Charleyem

Intensywnie przeżywam w sobie tę książkę już od kilku dni. Była przerywnikiem pomiędzy kolejnymi tomami Pieśni Lodu i Ognia i skutecznie wytrąciła mnie z rytmu, budząc we mnie to, o czym Steinbeck napisał mówiąc o sobie:

Odgłos odrzutowca, rozgrzewanego silnika, nawet klapotanie podkutych kopyt na bruku wywołują dawny dreszcz, suchość ust i zmęczenie oka, rozpalają dłonie i wywracają żołądek wysoko pod żebrami. Inaczej mówiąc, nie poprawiam się; a mówiąc dalej, jak ktoś raz jest włóczęgą, zawsze będzie włóczęgą. Obawiam się, że ta choroba jest nieuleczalna. (str. 9)

Tym samym poruszył we mnie jakąś tęskną nutę niespełnionej podróżniczki i od chwili przeczytania tej książki, raz za razem sięgam do niej i kartkuję, odnajdując zdania, które szczególnie mnie poruszyły. Podróże z Charleyem to w zasadzie powieść-wędrówka, w której razem ze Stainbeckiem i jego psem przemierzamy Amerykę lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia. Rozsiadamy się wygodnie i jeździmy z miejsca na miejsce, rzadziej uczęszczanymi drogami, przejeżdżając nie przez wielkie miasta, a małe mieściny.

Steinbeck w swojej podróży jest anonimowy. Ot, zwyczajny wędrowiec spragniony poznać to, czego wcześniej nie doświadczył. Na swojej drodze napotyka wielu ludzi i rozmawia z nimi, choć jego założenie było następujące:

(…) podróż moja wymagała, ażebym zostawił w domu swoje nazwisko i tożsamość. Musiałem być perypatetycznymi oczami i uszami, czymś w rodzaju ruchomej płyty żelatynowej. Nie mogłem wpisywać się do ksiąg hotelowych, spotykać się z ludźmi, których znałem, przeprowadzać rozmów z innymi, a nawet zadawać dociekliwych pytań. (str. 12)

Rzeczą, która absolutnie mnie ujęła, był styl autora. Wspaniały i bogaty, pełen przepięknych zdań i myśli, ze szczyptą inteligentnego, wysmakowanego żartu. I Charley, poczciwy Charley, psi przyjaciel Steinbecka, który w tej książce ma wręcz cechy ludzkie, a każde wtrącenie które go dotyczy, warte jest zacytowania (wybaczcie, nie potrafię nie cytować, ta książka po prostu idealnie się do tego nadaje):

Charley jest psem wysokim. Gdy siedział obok mnie, jego głowa nieomal sięgała mojej. Przysunął mi nos do ucha i powiedział: „Ftt”. Jest jedynym znanym mi psem, który potrafi wymawiać spółgłoskę „f”. Charley ma krzywe przednie zęby, ta tragedia nie dopuszcza go do wystaw psów; i właśnie dlatego, że jego górne przednie zęby z lekka zachodzą na dolną wargę, Charley może wymawiać „f”. Słowo „Ftt” zazwyczaj oznacza, że chętnie przywitałby się z krzakiem albo drzewem. Otworzyłem drzwi szoferki i wypuściłem go, on zaś dokonał swojej ceremonii. Nie musi o tym myśleć, żeby to zrobić dobrze. Wiem z doświadczenia, że w niektórych sprawach Charley jest inteligentniejszy ode mnie, jednakże w innych jest przepastnie nieoświecony. Nie umie czytać, nie umie prowadzić samochodu, nie chwyta matematyki. Natomiast w dziedzinie tych swoich czynności, którymi zajmował się teraz, w owym powolnym, dostojnym obwąchiwaniu, a potem użyźnianiu jakiegoś miejsca, nie ma sobie równych. Oczywiście, jego horyzonty są ograniczone, ale jak szerokie są moje? (str. 33)

Mam bolesną świadomość, że ta książka nie trafi do wszystkich… ale właściwie która trafia? Książka to nie prostytutka, by zaspokajała każdego. Dla mnie Podróże z Charleyem to lektura wyjątkowa i ważna. Pokazała mi, że wreszcie nie muszę bać się powieści wielkich pisarzy. A Steinbeck to Steinbeck, ekstraklasa, nie czwarta liga. I on mnie przekonał, swoim stylem, wysoką jakością i umiejętnością stworzenia naprawdę dobrej historii. To miłe zaskoczenie i kamień spadający z serca.

Tytuł oryginału: Travels with Charley: In search of America
Ilość stron: 326
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Ocen (1-10): 8 – rewelacyjna

5 Replies to “John Steinbeck – Podróże z Charleyem”

  1. Pokonałaś mnie tekstem: "Książka to nie prostytutka, by zaspokajała każdego.". W pełni się z nim zgadzam! Z drugiej strony, idealnie pasuje do twórczości Steinbecka. Czytałam tylko "Myszy i ludzie" jego autorstwa, więc miałam już mały zalążek jego stylu, sposobu prowadzenia akcji. I wiem, że potrafi naprawdę ciekawie pisać. Dlatego koniecznie muszę rozejrzeć się za powyższą książką. Masz rację, wielkich pisarzy nie trzeba się bać 😉

  2. A ja czytałam "Tortilla Flat", ale dawno temu, jeszcze w liceum. Pamiętam tylko tyle, że mi się nie podobało. Może byłam zbyt młoda i zbyt nierozumna, teraz chętnie przeczytam po raz kolejny 🙂

  3. We mnie podróżnika obudził The Hobbit. Jak czytałem go za szczeniaka nie zrobił na mnie szału, jednak kiedy obejrzałem obie części filmu i ponownie przeczytałem Hobbita, dosłownie zaczęło mną trząść z chęci na przygodę w tak odlschoolowym stylu. Pójść tam i z powrotem 😉

  4. Hobbit, hmm… Próbowałam go przeczytać mając jakieś czternaście lat, ale, jak to niektórzy mówią, "nie pykło". Obejrzałam pierwszą część filmu i w zasadzie była okej, chociaż nie powiem, bym była jakoś szczególnie zachwycona. Ale rozumiem całkowicie reakcję, bo gdy mnie po jakiejś książce chwyci pragnienie przygody, to aż mnie w tyłku kłuje z ekscytacji 🙂 Najfajniejsze jest, że każdy reaguje na coś innego, ale te reakcje są do siebie bardzo podobne 🙂

  5. Steinbeck to wielkie nazwisko:)

Dodaj komentarz