Karolina Korwin Piotrowska – Ćwiartka raz

Wczoraj przez telefon:

Ja: Co robisz ciekawego?
Mama: Nie denerwuj mnie nawet. Siedzę na Pudelku i szlag mnie trafia.

Ja: … bo?
Mama: A, bo czytam o tych wszystkich półgłówkach i się zastanawiam, kto w ogóle promuje te silikony pustostany z dmuchanymi ustami. Ani to mądre, ani inteligentne. Ja już nie wiem, kiedyś tego nie było, żeby cycki w internet wrzucać, flaki wywlekać i mówić o tym, kto z kim i gdzie.

Nie było, fakt. A teraz, mimo że irytuje nas to do szpiku kości, nie możemy powstrzymać się, by na Pudelka nie wejść i nie poczytać wyssanych z palca pierdół. Takie czasy.
Między innymi o tym właśnie napisała w swojej nowej książce Karolina Korwin Piotrowska, którą uwielbiam od chwili, kiedy po raz pierwszy obejrzałam Magiel Towarzyski. 
Ćwiartka raz to książka, która udowadnia, że polski showbiz ostatniego dwudziestopięciolecia to z jednej strony postępująca w szaleńczym tempie degrengolada (na początku lat dziewięćdziesiątych szokowała nas reklama podpasek, dziś w telewizji nie rusza nas prawie nic, nawet szpachlowanko), a z drugiej ludzie, którzy świadomie odcinają się od świata celebryckiego i swoje talenty przekuwają w dzieła o wysokiej jakości, w dodatku poruszające i mądre. Ta grubaśna, licząca ponad siedemset (!) stron książka jest w zasadzie doskonałym kompendium wiedzy o kulturze pierwszego powojennego ćwierćwiecza wolności. Dzięki niej dowiedziałam się na przykład, że jestem cholerną ignorantką, zwłaszcza w kwestii kina, bo lista filmów do obejrzenia po przeczytaniu tej książki wydłużyła się do kilkudziesięciu pozycji. Uwierzycie, że nie widziałam ani Młodych wilków, ani Sztosu, ani PSÓW? Serio, nie wciskam wam kitu, nie widziałam Psów i mój chłop uznał, że jestem filmowo upośledzona i gdzie ja się w ogóle uchowałam. No jak gdzie? W Dąbrowie Górniczej.

Obalanie tej Ćwiartki… było bardzo interesującym doświadczeniem. Mój chłop, radosny rocznik 68, wiele kulturalnych wydarzeń wspomnianych w książce pamięta, trudno żeby nie. Gdy więc na głos czytywałam mu poszczególne fragmenty, on sporo dodawał od siebie i poszerzył mi perspektywę o męski punkt widzenia. W dodatku sama sobie robiłam dobrze, mając bez przerwy włączone YouTube i słuchając kawałków, o których w książce napisano. Taka frajda. 

Porządna to rzecz, ta Ćwiartka… Sama Karolina Korwin Piotrowska jest dla mnie kimś, kto totalnie imponuje mi swoją zdolnością do wbijania szpil ludziom, którzy sami się o to proszą. Niestrudzona, piekielnie inteligentna, oczytana i mądra pogromczyni idiotów, tym jest dla mnie i nie ma tu ani kawałeczka przesady. Wiem prawie na pewno, że prędzej czy później trafi na tę opinię i mam nadzieję, że uśmiechnie się wtedy tak, jak ja podczas czytania jej książki.

Ilość stron: 800
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ocena (1-10): 8 – rewelacyjna

Dodaj komentarz