Kate Atkinson – Jej wszystkie życia

Kiedy Agnieszka Tatera na swoim profilu na Facebooku poinformowała o zbliżającej się premierze książki Jej wszystkie życia, napaliłam się na tę powieść jak szczerbaty na suchary. Zapowiadała się doskonale, a pytanie na okładce, które szalenie mnie zaintrygowało, brzmiało:
A gdybyśmy tak mogli przeżywać nasze życie raz za razem, żeby wreszcie zrobić to jak należy?
Czy to nie byłoby wspaniałe?
Wyobraziłam sobie tę powieść jako historię, w której bohater lub bohaterka bezustannie reinkarnuje i każde swoje życie przeżywa w innym ciele i w innym miejscu. Szybko zostałam wyprowadzona z błędu, a powieść Kate Atkinson okazała się być kompletnie inna, co jednak wcale nie znaczy, że gorsza niż moje pierwsze jej wyobrażenie. 
Ursula Todd przychodzi na świat pewnej listopadowej nocy w roku 1910… i raz za razem umiera na skutek najróżniejszych okoliczności, po czym rodzi się na nowo. Raz nie przeżywa nawet kilku dni, kiedy indziej umiera po kilku lub kilkunastu latach. Każda, najdrobniejsza nawet decyzja wpływa zarówno na życie Ursuli, jak i życie jej bliskich. Autorka przedstawia różne warianty losów dziewczyny, czasami cofając się do narodzin Ursuli, a czasami rozpoczynając od jakiegoś punktu przełomowego. Pokazuje, że wystarczy jedna, maleńka zmiana, by życie bohaterki zupełnie się odmieniło i potoczyło innym torem. 

Czuję się odrobinę rozdarta. Z jednej strony mam bowiem wiele uznania dla świetnego warsztatu pisarskiego autorki i jej fenomenalnego pomysłu na poprowadzenie powieści, z drugiej zaś nie potrafię nie przyznać się do faktu, że chwilami mocno się w trakcie czytania nudziłam. Brzmi, jakby jedno z drugim się wykluczało? Niekoniecznie. Bardzo dużo jest książek, które aż żal oceniać mi tylko na podstawie własnych odczuć (dlatego też nie o każdej książce piszę, bo nie zawsze czuję się na siłach, by tłumaczyć, dlaczego sądzę tak, a nie inaczej). W przypadku Jej wszystkie życia byłoby grzechem, gdyby moje wrażenia przysłoniły obiektywną opinię o tej książce, a ta jest jednoznaczna – powieść Kate Atkinson jest napisana bardzo dobrze. A to, że mnie do końca nie urzekła… cóż z tego?

Tytuł oryginału: Life After Life
Tłumaczenie: Aleksandra Wolnicka
Ilość stron: 568
Wydawnictwo: Czarna Owca

Ocena (1-10): 7 – bardzo dobra

6 Replies to “Kate Atkinson – Jej wszystkie życia”

  1. Moim zdaniem nie ma czegoś takiego jak "obiektywna opinia" – każda opinia jest subiektywna, może być jedynie opinia, którą ma większość i wtedy np. uznaje się, że coś jest dobre lub złe. I dlatego nie widzę innej opcji jak oceniać według własnych odczuć, no bo jak inaczej?

  2. Dość wymijająca opinia, chyba masz na myśli, że książka zawiera wątki, które nie pozwalają ją od razu skreślić. W każdym razie okładka bardzo intrygująca. Fabuła także budzi zainteresowanie.

  3. Nie czytałam, ale podobno po angielsku jest bardzo wymagająca językowo, więc pewnie i niełatwa w odbiorze i wcale nie z tych, co idą gładko i zawsze przyjemnie. Poza tym każda książka, która zachwyca tłumy, ma pewnie takich czytelników, którzy uznają ją za momentami nudną. Nie zdarzają się chyba takie, które podobają się bez zastrzeżeń, bezwzględnie wszystkim

  4. A mnie się wydaje, że obiektywne opinie istnieją. W końcu jestem przecież w stanie stwierdzić, że jakaś książka jest napisana w doskonały sposób, choć nie przypadła mi do gustu. Albo że jakiś film jest naprawdę dobry, mimo że nie jest "mój". Tylko problem w tym, że trudno mi czasami podchodzić do każdej książki w ten sam sposób. Bo bywa tak, że jakaś książka jest powszechnie uznawana za bardzo dobrą, a według mnie to gniot i oceniam ją negatywnie, lub na odwrót, jak np. w przypadku "Zmierzchu" – wiem, że nie jest książką wysokich lotów, a jednak lubię ją mocno.

  5. Nie idzie gładko, przynajmniej nie zawsze, choć były momenty w których rozdziawiałam gębę i nie wierzyłam własnym oczom. Dla mnie to taki typ powieści, który nie wchodzi łatwo i trzeba sobie dozować. Mogę sobie wyobrazić, że niektórzy czytelnicy wkurzali się na co rusz przerywają akcję, mnie czasami trafiał szlag, choć oczywiście książka jest dobra i co do tego wątpliwości nie mam. Ja tego nie wyłapałam, ale przeczytałam gdzieś, że ma bardzo dużo nawiązań do brytyjskich arcydzieł literatury.

  6. kończę czytać, i mam podobne odczucia, ale zobaczymy co będzie jak dobrnę już do samego końca 🙂

Dodaj komentarz