Książkowe wyzwanie na 2016 rok – #wielkobukowewyzwanie2016

Nowy rok to nowe możliwości, nowe wyzwania i nowe postanowienia. I cudownie! Wspaniale jest mieć w życiu cele, do których się dąży i bardzo dobrze jest mieć później świadomość, że dało się radę je osiągnąć. 

Schudnąć, zacząć się zdrowo odżywiać, pójść na siłownię, oszczędzać na wymarzone wakacje, wystartować w maratonie lub… przeczytać 52 książki. Każde postanowienie, które niesie za sobą korzyści dla postanawiającego, jest fantastyczne.

Kilka lat temu zaczęłam wynotowywać sobie w kalendarzu tytuły książek, które przeczytałam. Gdy dołożyłam do tego konto w serwisie Lubimy Czytać i blog, wszystko poukładało mi się tak, jak powinno i w końcu rozwiązałam swój książkowy problem numer 1, mianowicie: Co ja właściwie przeczytałam, kto to napisał i kto wydał? Moja pamięć do tytułów i autorów była bowiem tragiczna, a dzięki systematycznym zapiskom udało mi się zapanować nad książkowym chaosem, jaki chcąc nie chcąc stworzyłam.

Nie takie wyzwania straszne!

Literackie wyzwania krążące po blogach książkowych moli bardzo długo traktowałam jak coś, co na pewno związałoby mi ręce, a tego zdecydowanie nie lubię. Konieczność ich realizacji stałaby nade mną jak kat nad dobrą duszą, burząc mój wewnętrzny spokój i odbierając mi przyjemność czytania tego, co chcę i kiedy chcę. Nikt Ci przecież nie każe przeczytać wszystkiego! – powiedziałby ktoś i w zasadzie miałby słuszność. Problem jest jednak taki, że po ogłoszeniu wszem wobec, że podnoszę rękawicę, porażka byłaby dla mnie dość niekomfortowa.

Moje pierwsze nieśmiałe przymiarki do książkowych wyzwań miały miejsce w ubiegłym roku, gdy dołączyłam do wyzwania Przeczytam 52 książki w 2015 roku. Choć dla mnie jest to, nieskromnie mówiąc, żaden wysiłek, niezwykle przyjemne było obserwowanie ludzi, którzy dzięki uczestnictwu w tym wyzwaniu zaczęli czytać więcej i naprawdę się w to zaangażowali.
W nowym roku natomiast powzięłam odważne postanowienie, że opuszczę swoją strefę komfortu i przyłączę się do wyzwania, którego autorką jest Olga z Wielkiego Buka. Doszłam do wniosku, że jeżeli nie będę miała nad sobą bata w postaci wyzwania z prawdziwego zdarzenia (czyli takiego, w które faktycznie będę musiała włożyć sporo wysiłku), za rok znów będę miała poczucie, że kręcę się w kółko. Dlatego też podnoszę rękawicę i wchodzę w #WielkobukoweWyzwanie2016. Boję się jak skurczybyk, nie i tak mogę się doczekać!

Dodaj komentarz