Mam 26 lat i jestem…

Myślałam, że z tego wyrosnę, że dojrzeję. Myślałam, że nadejdzie dzień, w którym obudzę się, stanę przed lustrem i zobaczę w nim kogoś zupełnie innego niż dotychczas.
A potem spojrzałam prawdzie w oczy i… nic z tego. Jestem fangirl. To nieuleczalne. 

Jestem kobietą, która piszczy na widok postaci z seriali. Zatracam się w fikcyjnych światach, fantazjuję o Hogwarcie, Śródziemiu i Westeros, o łapaniu potworów z Samem i Deanem Winchesterami, o unikaniu zombie z Rickiem Grimesem, o pływaniu na USS Nathan James z bohaterami The Last Ship i pójściu na randkę z Harveyem Specterem z Suits… To takie combo żenady z czymś totalnie fantastycznym, co pozwala mi pielęgnować w sobie tę beztroską i bujającą w obłokach nastoletnią część mnie. Co najlepsze – właśnie taką siebie lubię!

Taką też lubi siebie Cath, bohaterka Fangirl, najnowszej książki Rainbow Rowell Fangirl. Cath jest fangirl od A do Z, chyba największą z największych, i ma totalnego bzika na punkcie Simona Snowa, bohatera popularnej serii książek. Kiedy razem ze swoją siostrą bliźniaczką wyjeżdżają do college’u, ich drogi rozchodzą się, a nieco zagubiona i wycofana Cath nie potrafi znaleźć dla siebie miejsca. Sprawy nie ułatwia fakt, że jej wspóllokatorka, Reagan, jest… no cóż, trochę dziwna i odrobinę przerażająca, zaś chłopak Reagan, Levi, nieco zbyt często przebywa w ich pokoju.

Jedynym, co przynosi jej ukojenie i pozwala zapomnieć, że w nowej sytuacji nie czuje się zbyt komfortowo, jest fikcyjny świat Simona Snowa, który modeluje na swój własny sposób. Cath jest bowiem autorką najpopularniejszego fanficka osadzonego w świecie Snowa i ma dziesiątki tysięcy wiernych czytelników, którzy niecierpliwie czekają na wszystko, co wyjdzie spod jej pióra. Lecz niestety, okazuje się, że nie wszystkim się to podoba, a Cath będzie musiała stawić czoła wielu trudnościom, jakie spotka na swojej drodze. Jest w końcu dorosła, a dorośli tak właśnie robią. 

Rainbow Rowell znów przypomniała mi, jak to jest być nastolatką stojącą u progu dorosłości. I mimo że nie było to równie emocjonujące, jak w przypadku Eleonory i Parka, poprzedniej książki tej autorki, to jednak pozwoliło mi uświadomić sobie, że bycie fangirl to dla mnie żadna ujma. Że pielęgnowanie w sobie dziecka i ta cudowna ekscytacja towarzysząca ulubionym książkom, filmom czy serialom to coś, co po prostu daje mi mnóstwo radości. I nigdy nie będę na to za stara!

Odsyłam przy okazji do Zwierza, ona napisała o tym najlepiej. 

Tytuł oryginału: Fangirl
Liczba stron: 380
Wydawnictwo: Otwarte

Ocena (1-10): 6 – dobra

Dodaj komentarz