Marcin Gutowski – Święta Ziemia. Opowieści z Izraela i Palestyny

Rzadko spotykam książki, z którymi mam ochotę być jak najdłużej. Takie, które czytam powoli, najwolniej, jak tylko się da, żeby przyjemność ich czytania nie kończyła się zbyt szybko. Gdy na taką trafię… chwilo, trwaj!, a potem czasie, cofnij się, żebym mogła jeszcze raz.
Albo to kwestia diabelnie interesującego tematu, albo świetnego warsztatu pisarskiego autora, nieważne. Pewnie i jednego, i drugiego. Święta Ziemia Gutowskiego jest wybitna. To jedna z tych książek z gatunku non-fiction, które wwiercają się głęboko w serce i głowę, tak, że każda z opisanych w niej sytuacji wydaje się czytelnikowi rozgrywać tuż obok.  
Musicie przy okazji wiedzieć o mnie jedną rzecz. Obie moje prace dyplomowe na studiach kręciły się wokół tematyki żydowskiej. W pracy licencjackiej pisałam o sytuacji Palestyny od końca XIX wieku do 1948 roku (tj. do uchwalenia niepodległości Izraela), w magisterskiej zaś o kuchni żydowskiej w XIX wieku. Siłą rzeczy nie mogłam obok Gutowskiego przejść obojętnie, choć jego książka wcale nie jest lekka, łatwa i przyjemna. Zresztą… zupełnie jak sytuacja w Izraelu i w Autonomii Palestyńskiej.  

Ludzie, z którymi rozmawia w Świętej Ziemi Gutowski, walą prosto z mostu, nie bawiąc się w eufemizmy. Reprezentują różne narody i wyznania, a ich punkty widzenia są zupełnie odmienne. Z jednej strony jest na przykład członek jednej z najbardziej ortodoksyjnych chasydzkich grup, Joelisz Kraus, który mówi: 
Czym się różni goj od krowy? Prawie niczym. Życie i goja, i krowy sprowadza się do jedzenia, trawienia i wydalania. Jedyna różnica to ta, że goj nie gada. (…) Odgradzamy się od waszego świata, bo się boimy, że źle na nas wpłyniecie i przejdziemy na grzeszną stronę. Niewierzący mają telewizję, Internet.  To niszczy relacje, zabija to, co najważniejsze. (str. 19)
Z drugiej zaś Aridż Dżafri, Palestynka z Deheiszy: 
Chcę tylko godnie żyć, mieć równe prawa, być wolna i sama wybierać, co chcę robić, gdzie mieszkać i dokąd podróżować. To ma prawdziwe znaczenie. Czasem odnoszę wrażenie, że nadzieja to ciężka choroba, ale jeśli się z niej wyleczymy, zginiemy jako naród. Dlatego zamierzam nią zarażać. Kiedyś Teodor Herzl powiedział na kongresie syjonistów, że za pięćdziesiąt lat będą mieli żydowskie państwo. Brzmiało to jak żart, a jednak się spełniło. To ja dziś mówię, że za sto lat moje prawnuki będą mogły bez ograniczeń podróżować i zamieszkają w wiosce moich dziadków. (str. 203)
Ludzi takich jak Joelisz i Aridż, Gutowski spotkał na swojej drodze wielu. Czytanie o ich życiu i przekonaniach uświadamia, że problem konfliktu izraelsko-palestyńskiego jest bardziej złożony, niż to wygląda z wygodnej perspektywy przeciętnego Polaka. Że każdy z tych ludzi, którzy wypowiadają się w tej książce, chce mieć swoje miejsce na ziemi i chce czuć się bezpiecznie, niezależnie od wyznania i poglądów. Że dla tych, którzy żyją w niepewności i strachu o jutro, to najważniejsze, podstawowe pragnienie.
Święta Ziemia. Opowieści z Izraela i Palestyny to świetny, pełen soczystych kawałków reportaż. Jestem pod ogromnym wrażeniem pracy, jaką w jej napisanie musiał włożyć autor. Naprawdę cieszę się, że miałam przyjemność ją przeczytać, bo od razu wylądowała na samej górze najlepszych książek non-fiction, jakie miałam w rękach. Jeśli kiedyś uda mi się spotkać jej autora, ukłonię mu się nisko. 
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 384

Ocena (1-10): 9 – wybitna

Dodaj komentarz