Marek Łuszczyna – Mała zbrodnia. Polskie obozy koncentracyjne

Rzadko się o nich w mediach mówi, jeszcze rzadziej pisze, a jednak były, funkcjonowały i ginęli w nich ludzie. Gdyby porównać liczbę ofiar, które pochłonęły, z liczbą ofiar nazistowskich obozów koncentracyjnych, wypadłyby na ich tle co najmniej blado. Nie zmienia to jednak faktu, że pozostał po nich wyraźny ślad i że trzeba o nich pamiętać… lub dowiedzieć się, że w ogóle funkcjonowały, bo wciąż nie wszyscy mają świadomość ich istnienia.

Nie nazwę ich polskimi obozami koncentracyjnymi, jak zrobił to Łuszczyna, tak samo jak nazistowskich obozów nie nazwę niemieckimi. Nie wydaje mi się to właściwe i budzi mój wewnętrzny sprzeciw. Mogę jednak zrozumieć, co autor miał na myśli i co prawdopodobnie chciał tym kontrowersyjnym, zdaniem wielu, tytułem osiągnąć.
W swoim reportażu porusza bowiem temat obozów pracy, które od końca II wojny światowej powstawały na ziemiach polskich i pod których działalność często wykorzystywano istniejącą już infrastrukturę obozów koncentracyjnych stworzonych wcześniej przez nazistów. Nowo powstałe komunistyczne polskie władze gromadziły w nich m.in. mieszkających w Polsce Niemców i Volksdeutschów. 

Komendant obozu wita zganianych do Świętochłowic-Zgody Ślązaków słowami: „Auschwitz to była pestka przy tym, co wam tu zgotuję”. Nie żartuje. Ma wyobraźnię. Osobiście morduje Ślązaków i Niemców. Bije ich drewnianą pałką, dopóki nie zmienią się w krwawą miazgę. Trzeba sprzątać  gabinet szefa, długo szorować szczotką i wodą z mydłem. Komendant wymyślił też piramidę. Każe kłaść się nagim ludziom jeden na drugim, aż stos sięgnie sufitu. Żeby być pewnym, że ci na samym dole nie przeżyją, wdrapuje się na wierzchołek i jeśli ma odpowiednio dużo miejsca – tańczy kalinkę. W aparacie bezpieczeństwa ma przezwisko „Wariat”. „Obdziera ludzi ze skóry” – taka fama krąży po korytarzach katowickiego UB. Na jego polecenie zwłoki zakopuje się w zbiorowych mogiłach lub pali tuż za granicami obozu”. 
str. 38-39

Łuszczyna śledzi dokumenty, w których pozostał ślad po istnieniu obozów i, co zawsze robi najbardziej wstrząsające wrażenie, przytacza wspomnienia ludzi, którzy obozy pamiętają.
Morel przywitał nas słowami: „Wy hitlerowskie kurwy, Oświęcim to było przedszkole w porównaniu z moim sanatorium”. (…) W obozie były kobiety, dzieci, byli starsi mężczyźni – oni umierali najszybciej. Najpierw zaatakowały głód i zimno. Szybciej niż tyfus. Błyskawicznie zniknęły wszystkie kępki trawy. Kobiety biegały z kijami po baraku i polowały na szczury. Zresztą te szczury były tłuste. Żywiły się do syta w tym baraku trupiarni. str. 74

Należy mieć świadomość i przygotować się na to, że Mała zbrodnia nie jest książką, po przeczytaniu której odłoży się ją na półkę i o niej zapomni. Nakreślone przez Łuszczynę obrazy zostają w głowie i tkwią pod powiekami jeszcze długo, przypominając o dramacie i bestialskości jaki zafundowano tkwiącym w obozach więźniom.

Większość kobiet, dzieci, mężczyzn i starców szybko zamieniała się w żywe szkielety. Za podwójnym ogrodzeniem i pasem śmierci, na który szperacze patrzyły od zmierzchu do świtu, bito, gwałcono i mordowano. Załoga, złożona z mieszkańców Jaworzna i okolicznych wsi, nie znała litości. Według profesora Piotra Madajczyka, historyka prowadzącego badania na temat obozu, bicie zaczynało się już pod prysznicem, kiedy nowo przybyli byli nadzy. Więźniów rażono prądem, wystawiano nagich na mróz, zanurzano w bunkrach z wodą – tę torturę nazywano Wasserzellen. Lepiej było, kiedy śmierć przyszła  w czasie zanurzania, oszczędzało to dodatkowych cierpień. Polacy często krzyczeli „Utoń, szwajne, oszczędź nam roboty!” str. 164

Nad Małą zbrodnią da się przejść do porządku dziennego. Ciężko i boleśnie żyje się ze świadomością, że wydarzenia opisane w reportażu w ogóle miały miejsce, że dzieci, kobiety i mężczyźni byli gnębieni i ginęli w akcie zwyczajnej zemsty za hitlerowskie zbrodnie. O książce Łuczyny powie się pewnie jeszcze wiele i wiele batów spadnie na autora za jej tytuł, ale jedno jest pewne – zdecydowanie nie można obok niej przejść obojętnie i udawać, że nie istnieje.

Wszystkie cytaty pochodzą z książki Marek Łuszczyna – Mała zbrodnia. Polskie obozy koncentracyjne, wyd. Znak Horyzont, 2017.
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: Znak Horyzont

Ocena (1-10): 7 – bardzo dobra

Dodaj komentarz