Matt Richtel – Zabawka diabła

Chwilę po tym, jak wyznałam, że nie zwykłam pisać o złych książkach, trafiłam na powieść, której wprawdzie nie mogę z czystym sumieniem zaliczyć do grona powieści złych, ale chętnie i zdecydowanie wrzucam ją na półkę ze średniakami. A średniaki to, jak wiecie, powieści takie, które przeczytać od biedy można, ale fakt ich nieznajomości nikomu nie będzie śnił się po nocach. 
O czym więc jest Zabawka diabła? Cóż, tu was zaskoczę… nie jest bynajmniej o zabawce diabła. To historia blogera (brzmi znajomo, hm?) i dziennikarza śledczego, Nata Idle, którego babcia, Lane, cierpi na starczą demencję. Nic przyjemnego, ani dla chorującego, ani dla jego otoczenia. Nat jest jednak wnukiem wyrozumiałym, cierpliwym i kochającym (mimo że czasami zdarza mu się o regularnych wizytach u babci zapomnieć), dlatego też traktuje swoją babcię z należytym szacunkiem, niezależnie od tego, jak trudno mu do niej dotrzeć. Demencja to nie wszystko. Babcia Idle zna bowiem pewną tajemnicę, której oczywiście wcale nie pamięta. Od czasu do czasu trafiają jej się przebłyski pewnych wspomnień, chwilami zaczyna mówić o rzeczach z nią związanych, ale Nat nie jest w stanie połączyć tych wszystkich wiadomości do kupy. Ale, jak wspomniałam, jest dziennikarzem śledczym, możemy mieć więc pewność, że w końcu dowiemy się, o co chodzi. A chodzi o błyskawicznie postępującą demencję, program do rejestrowania wspomnień, tajemniczą panią doktor i parę innych sekretów. 

Brzmi to nieźle? Może i brzmi, ale wierzcie mi na słowo, że nie urywa ani jednego, ani drugiego pośladka. Nawet kawalątka. Nic, zero fajerwerków, chowajcie balony i szampana. I to jest w tym wszystkim najdziwniejsze, bo szczerze muszę przyznać, że czytało mi się tę powieść całkiem nieźle i skończyłam ją raz dwa. Jednak na tym koniec. Wiecie, to trochę tak, jak z kawałkiem świetnie wyglądającego tortu. Wizualnie cacy, w smaku przyzwoicie, ale byle bajaderka z pobliskiej cukierni smakuje lepiej. Właśnie tak miałam z tą książką, a im więcej czasu upływa od jej przeczytania, tym bardziej przekonana jestem, że właściwie w żaden sposób nie wpłynęła ona na moje życie. W absolutnie żaden. Stoi na mojej półce, niby wiem, że nie była totalnie zła, a jednak nie wiem, czy poleciłabym ją komukolwiek. 
A Richtel, który jest przy okazji dziennikarzem New York Timesa, zdobył w 2010 roku Pulitzera. I co teraz?

Tytuł oryginału: Devil’s Plaything

Ilość stron: 528
Wydawnictwo: Wydawnictwo Akurat

Ocena (1-10): 4 – może być

Dodaj komentarz