Mia Sheridan – Calder. Narodziny odwagi

Jak musi czuć się ośmioletnia dziewczynka, której rodzice giną, a ona sama zostaje zabrana przez nieznajomego mężczyznę gdzieś daleko, do całkowicie odciętej od świata osady? 
Jak musi czuć się ta sama dziewczynka, gdy dowiaduje się, że w momencie, gdy ukończy osiemnaście lat, będzie musiała wyjść za mąż za swojego opiekuna, będącego jednocześnie przywódcą sekty? 

Mia Sheridan w książce Calder. Narodziny odwagi porusza temat, który w literaturze nie pojawia się zbyt często – jej bohaterowie są bowiem członkami apokaliptycznej sekty, której przewodzi charyzmatyczny Hektor. Młoda Eden, jako przyszła żona Hektora, żyje w zupełnie innych warunkach niż pozostali członkowie sekty. Choć w porównaniu do nich otaczają ją luksusy, tak naprawdę zamknięta jest w złotej klatce, w której do roboty ma niewiele poza przygotowywaniem się do jej przyszłej roli żony. Nic więc dziwnego, że Eden spragniona jest towarzystwa rówieśników – zwłaszcza Caldera, który zafascynował ją od pierwszego spojrzenia, gdy po raz pierwszy ujrzała go kilka lat wcześniej.

Calder natomiast jest jednym z tych członków sekty, którzy urodzili się już wewnątrz jej murów. O współczesnym nam świecie wie niewiele – tyle tylko, ile zdarzyło mu się od kogoś usłyszeć lub zobaczyć przypadkiem. Nie ma pojęcia o tym, co dzieje się poza społecznością, w której żyje, ale kiedy udaje mu się zbliżyć do Eden i zaczyna łączyć go z nią coś więcej niż tylko zwyczajne koleżeństwo, powoli budzi się w nim bunt przeciwko otaczającej go rzeczywistości. Może skończyć się to albo bardzo źle, albo bardzo dobrze. Pytanie brzmi – jak będzie?

Calder. Narodziny odwagi to kolejna niezła powieść z gatunku new adult, którą przeczytałam i która zdecydowanie przypadła mi do gustu. Jest w tych książkach coś takiego, również w tych autorstwa Mii Sheridan, że czyta mi się je z poczuciem wewnętrznej lekkości i ogromnej, dziecięcej wręcz frajdy. Może to ta „młoda” część mnie, która nigdy do końca nie zniknęła? Ta sama, która ekscytuje się kupowanymi dla syna autkami z serii Cars i Kevinem w Boże Narodzenie? Jakkolwiek by nie było, faktem jest, że Caldera… czytało mi się naprawdę nieźle. To zawsze fajne, gdy jako czytelnik mogę obserwować, jak budzi się miłość i jak zakochani w sobie ludzie stają twarzą w twarz z rzeczywistością, która czasami kopie mocniej niż Lewandowski. A tutaj rzeczywistość była gorzka i bohaterowie po tyłkach dostali porządnie. Więc jak, brzmi kusząco?

Tytuł oryginału: Becoming Calder
Liczba stron: 286
Wydawnictwo: Septem

Ocena (1-10): 6 – dobra

Dodaj komentarz