Miłada Jędrysik – Inny front

Jednym z moich tegorocznych, trochę nieuświadomionych postanowień, było częstsze sięganie po literaturę non-fiction. Inny front polskiej korespondentki wojennej Miłady Jędrysik wpasowuje się w to postanowienie idealnie i jest przy tym naprawdę dobry. 
Zanim przejdę do rzeczy, umówmy się co do jednego – literatura faktu, zwłaszcza ta mówiąca o wojnie, nie jest i nigdy nie będzie lekka, łatwa i przyjemna. Piszę te słowa dzień po tym, jak sieć obiegło zdjęcie kilkuletniej syryjskiej dziewczynki, która na widok aparatu fotograficznego podniosła ręce do góry w geście poddania się, myśląc, że aparat jest karabinem. Spojrzałam na tę dziewczynkę, a chwilę później zerknęłam na mojego syna. Myśl, że mógłby żyć w podobnej rzeczywistości, przyprawiła mnie o mdłości. Nie chciałabym dla niego takiego scenariusza.
Literatura mówiąca o wojnie ściska za gardło i uświadamia wiele bolesnych, niewygodnych prawd, o których w naszych milutkich i bezpiecznych czterech ścianach wolelibyśmy po prostu nie myśleć. Czasami nawet nie ma w tym temacie zbyt wiele do dodania, bo i jak skomentować coś z gruntu złego? Niektóre rzeczy po prostu mówią same za siebie. Miłada Jędrysik w Innym froncie pokazała, w jaki sposób wojna wpłynęła na rzeczywistość zwykłych ludzi. Przeskakując z Bałkanów do Iraku i z powrotem, dotknęła problemów tych, których wojna dosięgnęła całkowicie przypadkowo i tych, którzy robili co w ich mocy, by znaleźć się jak najbliżej działań zbrojnych. Jest przy tym reporterką operującą tak plastycznym językiem, że bez trudu wyobrazić sobie można poszczególne opisane przez nią sceny i ludzi. To wielki talent.
Mimo to ta książka, choć dobra, była dla mnie trochę jak kamyk w bucie. Niby da się wytrzymać, ale lepiej się go jak najszybciej pozbyć. Odetchnęłam z ulgą odkładając tę książkę na półkę.  Nie dlatego, że mi się nie podobała, tylko dlatego, że w pewnym sensie naruszyła moje poczucie bezpieczeństwa. Przybliżyła mi okropności wojny, o których egoistycznie, dla własnego psychicznego komfortu, zwykle nie rozmyślam i których wolałabym przenigdy nie doświadczyć na własnej skórze. I może właśnie dlatego, że jest jaka jest, warto ją przeczytać. Bo pokazuje, że życie to nie tylko Starbucks, Facebook i weekendowe zakupy w galerii handlowej. Że nigdy nie wiadomo, kiedy coś pójdzie nie tak i wojna będzie bliżej, niż mogłoby nam się wydawać.  

Liczba stron: 256
Wydawnictwo: W.A.B.


Ocena (1-10): 6 – dobra

Dodaj komentarz