Mój pierwszy czytnik – Lark Freebook 6.0 – opinia

Jestem technologicznym ignorantem. Totalnie nie obchodzi mnie, który model Samsunga króluje na rynku, jaka firma produkuje najlepsze tablety i czym różni się Kindle Paperwhite od Kindle’a innego rodzaju. Jest to wiedza, którą przeważnie uważam za totalnie zbędną i do niczego mi niepotrzebną, zwykle więc ufam tym, którzy w temacie orientują się  lepiej ode mnie, lecz moje wymagania są raczej nieduże.
Nigdy specjalnie nie interesowałam się czytnikami e-booków i choć od czasu do czasu myślałam, że przyjemnie i wygodnie byłoby czytnik posiadać, zawsze myśli te wypierane były przez ważniejsze sprawy, czyli o Boże, pampersy się kończą! albo Waldek, znowu schudłam pół kilo, Jezu! Takie życie, sami widzicie. I gdyby kilka miesięcy temu ktoś zapytał mnie, jaki czytnik chciałabym mieć, odpowiedziałabym, że wszystko mi jedno. E-booki ogarniałam w telefonie, więc każdy czytnik posiadający E Ink, czyli elektroniczny papier (takie cudo, od którego nie męczą się oczka), byłby w porządku i brałabym go z pocałowaniem ręki. Tym oto sposobem trafił do mnie Lark Freebook 6.0.

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Agnieszka B. (@zielona_cytryna)

Zerkam na informacje znajdujące się na opakowaniu i oto, czo ten czytnik ma lub potrafi:* 6″ ekran w technologii E Ink®
* Rozdzielczość ekranu 800×600 pikseli
* Procesor Allwinner E200
* Wbudowana pamięć flash 2GB
* Obsługa plików graficznych: BMP, GIF, JPG
* Obsługa plików muzycznyh: AAC, FLAC, OGG, MP3, WAV, WMA
* Obsługa plików tekstowych DRM (e-pub, PDF), FB2, TXT, mobi, html, RDB, RTF
* Menu w języku polskim
* Wbudowane dwa głośniki

To wszystko tak naprawdę niewiele mnie nie interesuje. No dobra, istotna jest pamięć, to, jakie pliki tekstowe obsługuje czytnik, jak bardzo można powiększyć czcionkę, ale nic więcej. Rzeczy takie jak zmiana kroju czcionki (takiej opcji mój model czytnika nie posiada) wydają mi się być zupełnie zbędne (dlatego, że jej nie mam?). Jaka jest, taka jest, wszystko tu zależy od e-booka, ale na litość boską, to dla mnie nie problem, w końcu nie ma to większego wpływu na moje życie. Tyle.

Choć Lark nie przyszywa guzików i nie robi kawy, jako czytnik sprawuje się przyzwoicie. Ma kilka minusów, jak na przykład ten, że czasami nie reaguje za pierwszym razem (ani za drugim, ani za trzecim…) na przycisk zmiany strony. Albo że łatwo się brudzi, bo ma gumowaną obudowę, ale to już chyba moja wina, w końcu #przyjedzeniusięnieczyta. Tak czy siak, dotykając tego modelu Larka lepiej mieć czyste paluszki, bo inaczej jest kiepsko. Co do baterii – ta wydaje się być przyzwoita. Mówię, że wydaje, bo czytnik trafił mi się używany i nie wiem, jak sprawował się na początku, ale na jednym ładowaniu (przez USB, 5-6 godzin) aktualnie czytam kilka książek. I mimo że to nie Maserati wśród czytników, a raczej Opel, to Oplem przecież też jeździ się wygodnie (nigdy nie jechałam Maserati, ale myślę, że takie porównanie jest w porządku), prawda?

źródło

Dodaj komentarz