Na chłodno o trupach (The Walking Dead, sezon 4 – spoilery!)

Zdaje się, że im dalej w las – dosłownie! – tym gorzej. Zaczęło się od hershelowej farmy, na której ci-którzy-przetrwali wiedli sobie sielsko anielski żywot i liczyli, że ten stan rzeczy uda im się utrzymać aż do nieskończoności i nawet o jeden dzień dłużej. Sorry, nie wyszło. 
Później było WIĘZIENIE – idealne miejsce do przetrwania zombie apokalipsy? Eee… nie. Jeśli liczysz na to, że uda ci się tam przetrwać, masz jak w banku, że znajdzie się psychopata, który będzie próbował cię stamtąd wypędzić. A gdy wypędzi...

Czwarty sezon The Walking Dead to boleśnie wręcz widoczne cięcia budżetowe. Przez większość czasu grupy (grupki…) bohaterów wędrują przez lasy i zarośla, a fabuła ograniczona jest właściwie wyłącznie do analizy psychologicznej poszczególnych postaci. Mamy więc zbliżenie na tragiczne losy Michonne, która postanowiła umartwiać się obecnością zombie-chłopaka i zombie-przyjaciela, których niczym pieski obronne prowadziła ze sobą na smyczy. Mamy też Carla nie-jesteś-mi-do-niczego-potrzebny-tato, który próbuje zmierzyć się ze swoją wyimaginowaną dorosłością, co natychmiast obalają… drzwi, o które chłopak rozbija się boleśnie, gdy próbuje je wyważyć. Jest także mała śliczna psychopatka próbująca zaprzyjaźnić się z zombiakami i zabijająca swoją siostrę (w końcu po co mieć żywą siostrę, skoro można mieć siostrę zombie, prawda? To logiczne!), a oprócz niej również skrzywdzony przez życie i ojca alkoholika Daryl oraz Beth, dla której priorytetem tego sezonu jest znalezienie alkoholu (czy ktoś oprócz mnie liczył na to, że Daryl i Beth nie wytrzymają napięcia i wylądują razem w łóżku na podłodze?).

Ach, zapomniałabym też o jęcząco-mazgającym się Glennie, który z doskonale zapowiadającej się postaci, już jakiś czas temu strącony został do poziomu Dany Brody z Homeland (if you know what i mean…). O reszcie nie warto nawet wspominać, choć… a właśnie, czekajcie. 
RICK. 
Rick miał być chłopem z jajami. Wiecie, jest gliną, co od razu postawiło go na naturalnej pozycji przywódcy grupy. Przez pewien czas dawał sobie radę, a potem przyszła buba. Jego żona umarła, więzienie upadło i wszystko trafił szlag. Załamka. Nie mogłam patrzeć na tę jego rezygnację i stany depresyjne, po prostu dostawałam szału. Człowieku, weźże się w garść, do cholery! Ciężkie czasy, zombie wszędzie, nie ma papu, nie ma wody, zróbże coś! Myślałam, że dla Ricka nie ma już ratunku, a tu niespodzianka! Pisnęłam z radości, kiedy w ostatniej scenie sezonu włączył mu się beast mode. Jest nadzieja! 
Natomiast głupotą głupot sezonu czwartego było wejście połączonej grupy Glenna i Maggie do Terminus. No hej, ludzie, co z wami?! Wokół ani śladu żywej duszy, Terminus zamiast być zamknięty na cztery spusty i zabezpieczony przed zombie, wita przybyszów z otwartymi ramionami bramami… wtf? I to mięsko smażone na grillu? Czy was do reszty pogięło? Woodbury nic ich nie nauczyło, nic a nic. Pragnienie znalezienia bezpiecznego schronienia wypleniło z ocalałych resztki zdrowego rozsądku. Nawet grupie Ricka się nie udało, choć plan mieli całkiem przyzwoity… do czasu. Wygląda na to, że w kolejnym sezonie przybędą posiłki (dosłownie?). Carol, Tyreese i niemowlę.

8 Replies to “Na chłodno o trupach (The Walking Dead, sezon 4 – spoilery!)”

  1. Nie wpadłabym na porównanie Glenna z Daną Brody, ale coś w tym jest :D.
    Od czterech sezonów czekam aż coś zeżre Carla, może w piątym się doczekam.
    Co do Beth i Daryla – miałam dokładnie takie same oczekiwania. Nie rozumiem sensu istnienia Beth w tym serialu – mądre to niespecjalnie, naiwne, a tak długo żyje :D.

  2. Po czterech odcinkach czwartego sezonu TWD nie wytrzymałem, zrobiłem sobie przerwę. I teraz ciężko mi ją zakończyć. Nie mam ochoty tego kontynuować…

  3. Glenn = Dana, oboje wzbudzają we mnie tak samo wysoki poziom irytacji, choć Glenn nie mówi, jakby miał gardło pełne klusek 😀
    Carla raczej nic nie zeżre, "le mahrne sząse" 🙁
    A Beth… a może przybędzie z odsieczą? Ktoś ją ukradł w końcu, ciekawe kto. Może już się na grillu usmażyła i chcieli nią poczęstować Carla?

  4. Nikt Cię nie zmusza przecież 😛

  5. Tak bardzo jak przed chwilą śmiałam się tylko po ostatnim odcinku TWD:-p. Mistrzowskie podsumowanie!

  6. Też opuściła ze dwa czy trzy odcinki choć zwykle oglądała każdy kilka razy. O tym że pierwsze trzy sezony oglądałam seryjnie po kilka razy nie muszę chyba wspominać. Niestety ostatni sezon rozwlekli koszmarnie, akcji to tam było może na dwa dobre odcinki z ostatnim włącznie. Pewne spojrzenie głąb duszy bohaterów jest ok ale dlaczego oni przy tym musieli chodzić i chodzić i chodzić bez celu właściwie? Teoretycznie mieli cel szukanie schronienia, nie znaleźli go zatem szlajanie wydawał się bez celu. Niemniej i tak znudzili mnie tylko. Fajne sceny z Darylem i Beth w tej szopie z piciem itd. zostały przytłoczone właśnie wrażeniem że zaraz powinni się na siebie rzucić brrrr Jestem za duetem Daryl & Carol zatem zgrzytałam zębami zamiast podziwiać psychologiczne wynurzenia przy butelce wódki czy co to tam było.

  7. Beth jest po prostu proza życia 🙂 jak to w życiu bywa nie rozumiemy dlaczego coś dzieje się tak a nie inaczej.

    Mnie dziwi że z takim oślim pędem wszyscy udali się do azylu wiedząc jak było z Gubernatorem. Powinien pójść tylko Daryl , byłoby to zresztą zgodne z jego dotychczasowym wizerunkiem. Co do Ricka podziwiam aktora, kiedy spojrzałam jeszcze na początku oglądania TWD na jego filmografię i zdjęcia stwierdziłam że ktoś się chyba pomylił. Dość szybo odszczekałam te słowa, aktor sprawdza się idealnie , żaden tam z niego laluś. Wracając do wejścia do Azylu przecież od początku było wiadomo że coś jest nie halo , trąbią o tym wszystkie ściany a ludzi tak mało ? Pozostaje nadzieja że w kolejnym sezonie Carol , Tyresse i Judith będą mogli wykazać się w roli oswobodzicieli 🙂

  8. Niestety nie oglądałem serialu, chociaż pomysł na serial nowatorski, nie pamiętam podobnego, o tej samej tematyce.

Dodaj komentarz