Orson Scott Card – Cień Hegemona

Schylam głowę na znak szacunku i po raz kolejny (po Grze Endera i Cieniu Endera) nie dowierzam, że można pisać tak, jak Card. Że można mieć taką wiedzę, być tak diabelnie inteligentnym i w dodatku mieć olbrzymi talent do przelewania swoich myśli na papier. Moi drodzy, Orson Scott Card to geniusz. Mówili, a nie wierzyłam. Teraz biję się w pierś. 
Wydarzenia z Cienia Hegemona rozgrywają się chwilę po tych z Gry Endera Cienia Endera. Dzieci ze Szkoły Bojowej, młodzi geniusze strategii, którzy odnieśli zwycięstwo w wielkiej bitwie z Formidami, wróciły na Ziemię, do swoich nie widzianych od wielu lat rodzin. I być może wszystko byłoby w najlepszym porządku, gdyby nie fakt, że w pewnej chwili ktoś zaczyna te dzieci porywać. Genialny, błyskotliwy i trzeźwo myślący Groszek szybko orientuje się, że musi uciekać i równie szybko domyśla się, kto jest głową całej operacji porwania jego kolegów. Postanawia wykorzystać sugestię zawartą w zaszyfrowanej wiadomości od swojej uwięzionej przyjaciółki, Petry Arkanian, i decyduje się poprosić o pomoc jedyną osobę, która jest w stanie im tej pomocy udzielić. A łatwo nie będzie, bo na świecie szykuje się konflikt wojenny na większą skalę. 

Fenomenalne i nieodmiennie zaskakujące jest dla mnie to, w jaki sposób Card wykreował w swoich książkach postaci ponadprzeciętnie inteligentnych dzieciaków i jak konsekwentnie się tego trzyma, nie zapominając się nawet na chwilę. Te dzieci w większości są twarde od początku do końca. Ich przesadnie wręcz analityczne i logiczne umysły stają się czymś, co jako czytelnik w pewnym momencie uznałam za absolutnie normalne. Ba, gdyby któreś z nich złamało się, rozpłakało lub zachowało jak normalne dziecko w tym wieku, potraktowałabym to jako dziwactwo i coś by mi wówczas w powieści zazgrzytało. Właśnie to stanowi dla mnie jeden z najlepszych dowodów na pisarski kunszt Carda. On mną, czytelnikiem, w tej części sagi całkowicie zawładnął. Choć od przeczytania Cienia Hegemona minęły już prawie dwa tygodnie, ja wciąż nie ułożyłam sobie w głowie wszystkiego, co chciałabym o nim napisać. Stwierdzić, że to rewelacyjna powieść, to trochę za mało. Podejrzewam też, że jeśli za jakiś czas sięgnę po tę książkę ponownie, odbiorę ją jeszcze inaczej, niż obecnie i dostrzegę szczegóły, które umknęły mi, gdy za pierwszym razem zachłannie przeskakiwałam przez kolejne rozdziały, chcąc odkryć, co zdarzy się za chwilę. Musi wystarczyć wam to, co napisałam. Ta książka to majstersztyk, bogactwo olbrzymiej mądrości i dowód na wielką inteligencję jej autora. Czy kolejna część Sagi Cienia, Teatr Cieni, spodoba mi się tak, jak dwie poprzednie? O niczym innym nie marzę.   
Tytuł oryginału: Shadow of the Hegemon
Ilość stron: 400
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Ocena (1-10): 8 – rewelacyjna

Dodaj komentarz