Piotr Marzec – Liroy. AutobiogRAPia vol. 1

źródło

Ilość stron: 240
Wydawnictwo: Anakonda

Ocena (1-10): 8 – rewelacyjna

Im więcej czasu mija od przeczytania przeze mnie pierwszej części autobiografii Piotra Marca – Liroya, najsłynniejszego rapera w Polsce, tym silniejsze mam wrażenie, że książka ta wcale nie tryska pozytywnymi emocjami. Może to tylko moja marna interpretacja, może złudzenie, ale w AutobiogRAPii wyczułam wiele goryczy, smutku i niechęci do trudnej, często zagmatwanej przeszłości. 
Autentyzm – słowo klucz. To właśnie autentyzm jest najmocniejszym elementem autobiografii tego kieleckiego rapera, który absolutnie nie próbuje się krygować, ani tym bardziej wybielać swoich zachowań z młodości. Liroy jest w swojej historii szczery, czasami wręcz do bólu, przez co siła jego przekazu jest tym większa.

Nie ukrywam, że kiedy Anakonda wypuściła zapowiedź tej książki, a ja przeczytałam jej fragment, pomyślałam o dwóch rzeczach. Że albo ta autobiografia będzie historią mającą na celu wzbudzenie szoku wymieszanego z obrzydzeniem podobnym do tego, gdy psie odchody przylepiają się do naszego buta, albo stanie się czymś, co Liroya ukaże w zupełnie inny sposób – taki, którego nie znamy. Ba, którego sobie nawet nie wyobrażamy. 
I rzeczywiście, moje przewidywania się sprawdziły, ale nie było ani obrzydzenia, ani szoku. AutobiogRAPia okazała się być autoportretem muzyka, który wszelkimi możliwymi drogami dążył do spełnienia swoich marzeń. Czytałam tę książkę z wielką przyjemnością, choć jak wspomniałam już na początku, nie jest łatwa, a jej autor raczej nie próbował bawić się w autocenzurę.
W książce jest też niespodzianka, zresztą nie byle jaka. To zamieszczone na marginesach kody QR, które można zeskanować za pomocą swojego telefonu komórkowego, co pozwala na przesłuchanie utworów (bądź obejrzenie filmów :)), o których wspomina Liroy. 
Dla mnie ta książka to jedna z najlepszych autobiografii, jakie do tej pory czytałam. Autentyczna, szczera, wzbudzająca emocje. Nawet jeśli wasza znajomość twórczości Liroya ogranicza się do trzech czy czterech utworów (tak jak w moim przypadku :)), nie będziecie zawiedzeni.

Dodaj komentarz