Riley Sager – Ocalałe

Jak żyje się ze świadomością, że zdecydowanie zbyt duża liczba osób w kraju wie, kim jesteś? I jak to jest, żyć z przyklejoną przez dziennikarzy łatką Ocalonej, a wszystko to z powodu faktu, że kilkanaście lat temu jako jedyna przeżyłaś masakrę w letniskowym domku?
Jak się okazuje, nie ma w tym nic ekscytującego.

Quincy zbudowała wokół siebie mur – bezpieczny, trwały i niemal nienaruszalny. Nic dziwnego. Niewiele osób może „pochwalić się” tym, że przeżyli morderczy rajd psychopatycznego zabójcy. W zasadzie jest to klub dość elitarny, bo zaledwie trzyosobowy, a oprócz Quincy należą do niego dwie inne kobiety – Lisa Milner i Samantha Boyd, którym również udało się wymknąć z rąk morderców, choć w zgoła odmiennych okolicznościach. Naszej bohaterce nie do końca odpowiada jednak życie na świeczniku i z rozmysłem stara się nie wychylać, wiodąc spokojne życie kulinarnej blogerki zajmującej się słodkimi wypiekami. I wszystko zapewne toczyłoby się dalej swoim spokojnym rytmem gdyby nie fakt, że jedna z Ocalałych, Lisa Milner, zostaje znaleziona martwa w swoim mieszkaniu, a w życiu Quincy niespodziewanie pojawia się ukrywająca się od dawna przed ostrymi piórami dziennikarzy i światłami fleszy Samantha Boyd. A wtedy… BUM!

A skoro jest thriller, to musi być BUM, nie ma innego wyjścia. Problem polega na tym, że czasami to bum przypomina raczej dźwięk wystrzelonego korka od szampana niż odgłos wybuchającej bomby. W Ocalałych brzmi to na szczęście jak coś pomiędzy. Czyli że jest głośno, ale nie aż tak, żeby ze strachu spadły mi gacie – a to już naprawdę dobra wiadomość. Kolejną jest to, że Sage naprawdę postarał się, żeby zrobić mi wodę z mózgu. Szanuję to i doceniam, bo nie ma nic gorszego niż thriller, który zapowiada się dobrze, a jest słaby jak Virgin Mojito.

Nie obyło się jednak bez zgrzytów – w Ocalałych największym z nich jest, i mówię to prawie z bólem serca, główna bohaterka. Jeżeli kiedykolwiek przeszło mi przez myśl, że naiwne kobiety występują wyłącznie w romansach (patrz Arsen…), postać Quincy Carpenter wyprowadziła mnie z błędu. I niewiele wydaje się tu zmieniać nawet fakt, że ta naiwność była potrzebna autorowi do tego, by fabułę rozwinąć w sposób zgrabnie doprowadzający całą historię do końca. Zaś ten rzeczywiście szalenie zaskakuje. A w końcu o to przecież w thrillerze chodzi.

 

Tytuł oryginału: Final Girls
Liczba stron: 432
Wydawnictwo: Otwarte

Ocena (1-10): 6 – dobra

Dodaj komentarz

Privacy Preference Center

Necessary

Advertising

Analytics

Other