SETNA KSIĄŻKA w 2012 roku! Simon Montefiore „Saszeńka”

Tytuł oryginału: Sashenka
Tłumaczenie: Maciej Antosiewicz
Ilość stron: 528
Wydawnictwo: Magnum
Ocena (1-10): 8 – rewelacyjna

               
                O życiu w stalinowskiej Rosji trudno mówić jak o sielance, zwłaszcza z perspektywy naszych czasów. Jeśli jednak rozpatrywać już tę kwestię, błędem byłoby zapominanie, że w Kraju Rad nie brakowało ludzi głęboko wierzących w komunistyczne ideały, którzy w imię społecznej równości  wyrzekali się dostatniego, wygodnego życia. Taka właśnie była Saszeńka, młoda dziewczyna pochodząca z żydowskiej, burżuazyjnej rodziny. Inteligentna i wykształcona, pod wpływem wuja Mendla, dała uwieść się rewolucyjnym hasłom głoszącym chęć walki z niesprawiedliwością i nierównością. Nabrała przekonań o konieczności zmian, a jej dotychczasowe poglądy zostały zastąpione przez nowe, skrajnie odmienne. A jednak, pomimo silnego zaangażowania i stania na straży swoich opinii, z biegiem lat Saszeńka zaczęła powoli odkrywać, że realia życia w Związku Radzieckim znacznie odbiegają od tego, o czym myślała i czym łudziła się w młodości. Jej stosunki z innymi ludźmi stopniowo uległy zmianie, a ona sama dostrzegła wady systemu, za którym dotychczas się opowiadała.

                Rozpatrując zarówno tematykę powieści Simona Montefiore, jak i sposób, w jaki została napisana, należy powiedzieć wprost   Saszeńka to powieść stojąca na bardzo wysokim poziomie. Czytanie jej, to literacka podróż w głąb Rosji, przekształcającej się w kraj rządzony twardą ręką Stalina i jego oddanych popleczników. Co najważniejsze, podróż ta jest pełna emocji –wzruszenia, oburzenia, często niedowierzania. Ogrom spływających na czytelnika wrażeń nie może świadczyć o niczym innym, jak tylko o niezwykle wysokiej wartości tej powieści.
                Duże wrażenie wywołuje postać głównej bohaterki.  Z każdą kolejną stroną książki Saszeńka dojrzewa. Wyraźnie da się zaobserwować, że jej przekonanie o słuszności swoich poglądów jest niezwykle realne, a Montefiore włożył w jej usta słowa, które mogła wypowiedzieć każda radziecka komunistka. Wbrew pozorom, nie trąci tu ani fałszem, ani afektowaniem, gdyż bohaterka naprawdę głęboko wierzy w to, o czym mówi, i na odwrót – mówi o tym, w co wierzy. Interesujące jest obserwowanie Saszeńki czterdziestoletniej, znacznie różniącej się od tej, którą była jako nastoletnia uczennica. Będąc dojrzałą kobietą, odkrywa inną stronę tego, co jako młoda dziewczyna uznawała za niewłaściwe. Jej postać łączy ponadto wielu innych bohaterów, którzy w tej książce naprawdę zdają się żyć i oddychać,  nie będąc jedynie tłem dla głównej bohaterki. Właśnie to najbardziej mnie ujęło i sprawiło, że czytałam Saszeńkę z głębokim zaangażowaniem. Każda postać, o której napisał Montefiore, ma swoją historię. Bohaterowie jego książki są wyraziści i bez trudu można odczuć, że nie zostali umieszczeni w powieści tylko po to, by tworzyli atrakcyjny drugi plan. Mamy więc matkę Saszeńki, Ariadnę, w pewnym sensie kobietę fatalną (w moim mniemaniu należy uznać ją za drugą najważniejszą postać w książce). Jest baron Samuel Zeitlin, ojciec Saszeńki. Jest Gideon, Mendel, Lala, Sagan, Herkules Satinow, Wania Palicyn, Roza Getman, Pasza, Katinka Walentinowna… Są wreszcie postacie historyczne, jak Stalin, Rasputin, czy Mołotow. Wszyscy, bez wyjątku, interesujący i odgrywający mniej lub bardziej ważną rolę w życiu bohaterki. Mimo dużej ilości postaci występujących w powieści, zaskakujące jest, że bardzo łatwo można rozeznać się w tym, kto jest kim, co w innych powieściach często stanowi duży problem.
                Saszeńka to w pewnym sensie dwie, a nawet trzy historie w jednej. Trzy części, które składają się na tę książkę, łączy postać głównej bohaterki. Można obawiać się, czy podział zastosowany przez Montefiore nie wpłynie na jakość powieści, jednak w tym przypadku wszystko zgrabnie łączy się ze sobą i tworzy wyjątkowo udaną całość, a Saszeńka jest dzięki temu historią, którą warto poznać i której warto dać się jej uwieść.
               

Amerykańska okładka – ZACHWYCAJĄCA!

Za możliwość poznania tej przepięknej historii dziękuję Wydawnictwu

12 Replies to “SETNA KSIĄŻKA w 2012 roku! Simon Montefiore „Saszeńka””

  1. Sądząc po okładce nie zawiesiłabym na książce oka… tak pięknie napisałaś o tej powieści, że nabrałam na nią wielkiej ochoty. Muszą być silne emocje, a to właśnie obiecujesz:)
    Pozdrawiam serdecznie!

  2. Tobie się na pewno spodoba 🙂

  3. hmm ciekawie się zapowiada, czytałam już parę książek o życiu w stalinowskiej Rosji i ciągle mi mało !

  4. Jakiś czas temu trafiłam na tę książkę w bibliotece. Nie wypożyczyłam jej, ponieważ miałam sporo oczekujących książek w domu, ale zapamiętałam, że chcę ją kiedyś przeczytać! 🙂

  5. I znowu coś co stuprocentowo zdaje się trafiać w mój gust. 🙂 Chętnie czytam o stalinowskiej Rosji i tamtych "klimatach". Dodatkowo do książki przyciąga mnie to co piszesz na temat bohaterów. Musze koniecznie dorwać ją w moje łapki. 🙂

  6. Muszę przyznać, że zaintrygowałaś mnie tą książką. Kulturę rosyjską uwielbiam i z całą pewnością sięgnę po recenzowaną w dniu dzisiejszym powieść. Ciekawa jestem tylko, kiedy to nastąpi.

  7. ja czytam wszystko, co o takiej tematyce, a jeśli dobre, tym bardziej. Już ją mam, mąż czytał i mu się podobała (byłam w Polsce, kiedy poszedł nagle do szpitala i tę właśnie chwycił z półki, dziwne, bo okładka raczej nie dla panów chyba, a jednak temat go zachęcił)
    Właśnie wpadłam w drżączkę czytelniczą i ciągle mam problem, co najpierw wziąć do czytania, straszne takie dylematy, za dużo czeka w kolejce, wszystko bym chciała na raz

  8. Oj, skąd to znam! Mam dokładnie ten sam problem, o ile można nazwać to problemem ;)))

  9. Z jednej strony mam ochotę ją przeczytać, a z drugiej sama nie wiem 😛
    Może kiedyś 😉

  10. U mnie ta książka stoi od jakiegoś czasu w biblioteczce – zwróciłam uwagę, że autor jest wybitnym historykiem, autorem m.in. biografii Stalina – więc pewnie jest dobra. Nie zdążyłam jej jeszcze przeczytać, ale Twoja recenzja utwierdza mnie w moim przeczuciu 🙂

  11. Wszystkim, którzy nie sięgneli albo sądzą książkę po okładce… ( ja trafiłam na nią na wakacjach u koleżanki, w jej "bibliotece" były same romanse… i tylko dzięki opinią na okładce otworzyłam pierwszą stronę i nie oderwałam się już od niej…) koniecznie przeczytajcie! jeśli lubicie rasowe powieści, których historie napisane są przepięknym językiem, opisy wciągają a przede wszystkim lubicie przenosić się duchem i być obserwatorami, żyć życiem bohaterów… koniecznie!

  12. Czytałam i jestem pod tak dużym wpływem, że postanowiłam poszukać innych pozycji no i przyznam znalazłam się na tym blogu z ciekawości co inni sądzą na temat tej powieści! Miło mi było czytać i cieszę się, że znalazłam fanów Simona Montefiora:):)

Dodaj komentarz