Stephen King – Bazar złych snów

Stary, dobry King, chciałoby się powiedzieć, ale… Otóż to. Nie obędzie się bez „ale”. Czekałam na niego niecierpliwie. Tak już mam, pisałam już o tym wielokrotnie i będę pisać jeszcze nie raz. Gdy na coś czekam, to czekam jak na szpilkach i nowa książka Stephena Kinga nie była wyjątkiem. 

Okładka, tytuł… wszystko wskazywało na to, że oto jest, King w swoim mistrzowskim wydaniu, a w nim groza, śmierć, mrok i zniszczenie (no, może bez przesady). Tymczasem niespodzianka. Surprise! Nie raz, nie dwa i nie trzy, a raz za razem przecierałam oczy ze zdumieniem. Byłam ZASKOCZONA, jak licealista, który dowiaduje się, że zostanie tatą, a jednak, w gruncie rzeczy, nie powinien być zdziwiony. Pojęcia nie mam, dlaczego wmówiłam sobie, że nowy King będzie Kingiem starym. Umknął mi gdzieś po drodze fakt, że King, jak każdy inny artysta dojrzewa i ewoluuje, więc oczekiwanie od niego, by był dokładnie tym samym pisarzem, co trzydzieści lat temu, jest co najmniej idiotyczne. 

Tak więc niespodzianka. Miła, nie powiem. Wśród dwudziestu opowiadań, jakie znalazły się w tym zbiorze, są takie, które natychmiast zaliczyłam do swoich „naj”: Śmierć, Moralność, doskonałe Kiepskie samopoczucie, fantastycznie napisany Billy Blokada i Nekrologi. Były też i takie, których – gdyby nie styl – nigdy w życiu nie powiązałabym z Kingiem, np. Premium Harmony i Pijackie Fajerwerki. Zwłaszcza te ostatnie były absolutnie zaskakujące i takie… bo ja wiem, inne? Nie-kingowe?

Bazar złych snów to fantastyczny zbiór i zdecydowanie nie jestem w swojej opinii osamotniona – oceny wystawiane tej książce mówią same za siebie. Jedno jest pewne – Kiepskie samopoczucie, które jest bardzo, ale to bardzo brrrr, będzie kołatało mi się po głowie jeszcze przez dłuższy czas. Panie King, w dechę!

Tytuł oryginału: The Bazaar of Bad Dreams
Liczba stron: 672
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Ocena (1-10): 7 – bardzo dobra

Dodaj komentarz