Tylko dla fanów, czyli Orson Scott Card – Teatr Cieni

Byłoby głupotą z mojej strony, gdybym pisząc o trzeciej książce Orsona Scotta Carda z serii Saga Cienia, miała kogokolwiek przekonywać, że owszem, jasne, bierzcie i jedzcie! Nie zrobię tego, a powód jest bardzo prosty. Trudno bowiem zachęcić kogokolwiek do czytania czegokolwiek od środka. Sorry więc, lecz jeśli nie znasz poprzednich dwóch tomów (moją opinię na ich temat znajdziesz tu i tu), nie czytaj dalej, bo nie masz po co. 
Teatr Cieni to (znów!) jazda bez trzymanki. Naprawdę, od wielu miesięcy żyję w przekonaniu, że Card to jakiś cholerny geniusz, który zamiast rządzić światem, pisze sobie książki. Jasne, świetne książki, no ale ludzie… Tym razem spoglądamy sobie na polityczne rozgrywki na najwyższych szczeblach władzy i kawałek – nawet spory – normalnych, ludzkich problemów: Hegemon dowiadujący się, że jego rodzice nie są wcale tak niekumaci, jak myślał, Petra i Groszek próbujący ułożyć sobie życie, czyli standard dorastających ludzi w trochę bardziej kosmicznym wydaniu. 
Pisanie, że Teatr Cieni jest fantastyczny, to oczywistość z gatunku tych, że piękna pogoda jest wtedy, gdy świeci słońce i jest ciepło. Każdy o tym wie, więc nie trzeba o tym mówić, ale trochę jakby nie mam wyjścia, bo to uprzejmość wydawnictwa Prószyński i S-ka sprawiła, że przeczytałam tę książkę i sami wiecie… jestem im to winna (tak, Drogi Wydawco, to jest ten moment, w którym ktoś z was nie dowierza w to, co czyta). A tak całkiem poważnie, o książki takie jak ta należałoby uaktualnić listę lektur szkolnych. Może wówczas czytanie z konieczności, żeby pani od polskiego nie narzekała, przestałoby być męką, a stałoby się przyjemnością. 
Tytuł oryginału: Shadow Puppets
Liczba stron: 360
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Ocena (1-10): 7 – bardzo dobra

Dodaj komentarz