W odpowiedzi na KKD #17: Czy coś się zmieni w książkowej blogosferze?

Tymczasem w książkowej blogosferze…
 Jesteśmy słabi. W całej blogosferze raczej mało znaczący.
Topimy się we własnym sosie i tylko niewielu z nas ma ambicje, by z tego sosu wyjść.
Czytamy te same książki i o tych samych książkach piszemy, często w łudząco podobny sposób. 
Komentujemy siebie nawzajem, a nasze komentarze nie pozwalają na nawiązanie jakiejkolwiek dyskusji. Informujemy, że „przeczytam, zachęciłaś/eś mnie” lub „skoro oceniasz tę książkę źle, ja również po nią nie sięgnę”. 
Część z nas pisze, bo lubi. 
Część, bo lubi i liczy na stosy darmowych książek od chętnych do ich rozdawania wydawnictw. 
A część, bo liczy wyłącznie na stosy darmowych książek i tylko w tym celu zakłada blog (bez obaw, tu nie różnimy się od licznego grona blogerek urodowych i modowych, które obrały sobie pisanie bloga za sposób na łatwy i szybki zarobek). 

Klaudyna, znana wam jako Kreatywa, miała w planach napisać post zatytułowany Blogosfera książkowa jest mocno… jałowa. Wyszedł jej inny, ale to nie ma znaczenia. Ja się z tym zdaniem zgadzam w całej rozciągłości. Jesteśmy jałowi, nasze blogi są jałowe i nie ma w nas ani krzty życia.
I tak, mówię też o sobie. Ale ja mam plany i nie zawaham się ich zrealizować, bo irytuje mnie obecny stan rzeczy, moje zaniedbanie i to, że w toku blogowania utraciłam gdzieś pierwotny zapał, który dopiero ostatnio do mnie wrócił ze zdwojoną siłą.
Męczy mnie nasza schematyczność, lecz sami jesteśmy sobie winni. Nie potrafimy znaleźć sposobu na interesujące pisanie o książkach, a nie pomaga nam w tym fakt, że społeczeństwo w którym żyjemy, nie nawykło do czytania. 
Blogosfera książkowa interesuje prawie wyłącznie ludzi ją reprezentujących. Obserwujemy więc siebie nawzajem i wędrujemy od jednego do drugiego bloga, których nawet nazwy są do siebie podobne jak jabłka w jednym koszyku. W social mediach praktycznie nie istniejemy, ale są wyjątki. Na przykład Agnieszka z bloga Książkowo.
Niewielu z nas wyszło poza utarte ścieżki. Może to i dobrze, bo wciąż mamy szansę. I tylko od nas zależy, czy utoniemy, czy wypłyniemy na powierzchnię.

49 Replies to “W odpowiedzi na KKD #17: Czy coś się zmieni w książkowej blogosferze?”

  1. Dzięki za miłe słowo 🙂 Ja myślę, że tych wyjątków jest więcej 🙂 Wyśmienicie radzi sobie Aga z Czytam bo lubię, bardzo fajnie działa też np. Iza z Czytadełka czy Maja z Wiecznie zaczytana. A to, że to są wyjątki chyba wynika z tego, że ciągle wielu blogerów nie widzi w SM źródła pozyskiwania i utrzymywania czytelników. Bardzo niesłusznie zresztą, bo to potęga. Tylko nie wystarczy założenie fp, trzeba być aktywnym. Ale to tak samo, jak z wszystkim 🙂

    Wiesz, ja tam sądzę, że en masse pozostaniemy dalej jałowi i tacy sami. Bo masy zawsze takie są, że są szare 😉 Ja też chciałabym się wybić kolorem z tej szarości, czasami mi wychodzi, czasami nie, generalnie ciągle szukam naprawdę "mojego pomysłu na siebie".

  2. Przyznam, że rzeczywiście większość komentujących to osoby z własnymi, książkowymi blogami i zdarzają się też całe fale recenzji tych samych książek (pewnie w połowie spowodowane akcjami reklamowymi wydawnictw, a w połowie ciekawością blogerów, którzy się na te akcje nie załapali), ale nie zgadzam się z tym Twoim poglądem o jałowości blogosfery.

    Każdy blogger ma swój własny styl, lubi inne książki, na inne rzeczy zwraca uwagę.

    Co z tego, że i tak na blogach często pojawiają się te same tytuły? Ja właśnie uwielbiam to, że jak już napiszę recenzję, to mogę spokojnie sobie wyszukać pełno innych i zobaczyć, jak inni blogerzy odebrali tę samą pozycję.

    Poza tym, całkiem dobrze na tę jałowość działają (sama przyznasz pewnie, że liczne) wyzwania :), bo pozwalają się wyrwać z danego typu czytanych książek i sięgnięcia po inny, czasami nawet zupełnie nie w naszym typie.

    Podsumowując, uważam, że chociaż w blogosferze (jak i w każdej innej dziedzinie życia) znajdą się jakieś czarne owce, to troszkę depresyjnie przesadzasz. Ale trzymam kciuki za tę Twoją (bez obrazy) walkę z wiatrakami ;).

  3. Hej:)To może ja, jako przedstawicielka czytających (książki) i nie posiadających bloga ("książkowego"). Czytam dużo i (prawie) wszystko, czytam także recenzje o książkach, jednak są to tylko Twoje recenzje (dlatego też pozwolisz odniosę się tylko do niego). Wynika to z prozaicznego faktu, iż trafiłam na Twój blog o odchudzaniu dobrych kilka lat temu, znalazłam "matulę" próbując (udanie zresztą w końcu) po raz enty zajść w ciążę, no to nie mogłam ominąć "cytryny". Lubię Twój styl pisania i byłam ciekawa co czytujesz i co myślisz o niektórych książkach (nie, nie jestem Twoją psychofanką 😀 ), ale ksiażki które chcę przeczytać, wybieram sobie sama, przede wszystkim na podstawie:
    1. rozmów z moją bibliotekarką, która zna mnie od lat;
    2. organoleptycznie 😉 – muszę dotknąć, zobaczyć okładkę, przeczytać kilka przyadkowych zdań;
    3. autora (tu chyba nie ma co tłumaczyć 🙂 ).
    A piszę to wszystko dlatego, że wydaje mi się, iż nie jestem jakimś wyjątkiem i że większość osób czytających i nie lubiących o tym pisać tak ma :). Stąd może blogi książkowe należą do blogów niszowych.
    Poza tym, może nie będzie to świadczyło zbyt dobrze o mojej inteligencji, ale cóż można napisać, o książce której się nie przeczytało jak "zachęciłaś/ nie zachęciłaś mnie do przeczytania" czy podobnie 😉 ).
    I jeszcze jedno 🙂 nie widzę teraz tego akapitu na Twoim blogu, ale słowa w stylu "Twój komentarz świadczy o Twojej inteligencji, napisz coś więcej" mimo wszystko nie zachęcają do pozostawienia komentarza 🙂
    No i niestety mając odwagę pisać posta o ortografii i gramatyce w blogosferze (zgadzam się z Tobą w 100%!!!) doprowadzasz do tego, że co niektórzy ponad 30-letni bojąc się zbłaźnienia, wolą nic nie pisać 😉
    O rany, tak długiego komentarza jeszcze nigdy nie napisałam 😛

  4. Naprawdę uważasz, że każdy bloger ma własny styl? Ja – siłą rzeczy, choćby ze względu na wieloletnią pasję + pracę taką, a nie inną – przeglądam miesięcznie setki wpisów. Na palcach dwóch rąk (no, może z dodatkiem jeszcze części palców u stóp :p) mogłabym pewnie policzyć blogi, których prowadzący mają naprawdę własny, ciekawy styl. Potężna większość to recenzje, które tak mało się od siebie potrafią różnić, że krótko po ich przeczytaniu nie byłabym w stanie powiedzieć, który bloger napisać którą recenzję.

    A Agnieszce chyba nie chodziło o depresyjne "czarnoowczenie", tylko zwrócenie uwagi na bezbarwność i takosamość 😉 Takie przynajmniej mam wrażenie.

  5. Nie wiem, czy mi to moje uzasadnienie zrozumiale wyjdzie… Zależy, jaki przyjmiemy zakres słowa blogger. Ja jako bloggerów nie liczę osób, które tworzą posty metodą "kopiuj – (ew. przetłumacz) wymieszaj – sklej i wklej". "Blogów" takich osób unikam i uważam, że jeśli odejmie się te wszystkie konkursy, to i tak je mało kto uważnie czyta.

    Co do całej reszty – z samego faktu, że piszą sami, choćby w fragmencie – wynika, że mają własny styl (nie ma dwóch identycznych osób, styli też nie). Nie oznacza to oczywiście, że taki styl jest ciekawy, miły do czytania itp.

  6. Ale rzeczywiście – jeśliby wliczyć tych "bloggerów", to można się troszkę skarżyć na bezbarwność i tożsamość. (Ale ja z reguły niezbyt lubię depresyjnych 😉 uogólnień.)

  7. w sensie brak tożsamości – coś mi się dzisiaj słowa plączą

  8. Dla mnie bloger – osoba prowadząca bloga 🙂

    No tak, jeżeli za posiadanie własnego stylu przyjmiemy samodzielne pisanie, to pewnie spora część go posiada. Tylko czy to aby styl czy tylko umiejętność stworzenia krótkiego tekstu? Teraz ja się zakałapućkam 😀

  9. Jak będziemy tak dalej mącić to zaraz dojdę do wniosku, że sklejający też mają własny styl – wybierania i sklejania…

  10. Macie rację, i Ty i Klaudyna, a także wiele osób, że jesteśmy… mało wyróżniający się. To jest tak, że jak ktoś wymyśli/wprowadzi coś nowego, co się podoba i dzięki temu wybija się, "zdobywa" czytelników i słupki odwiedzin w statystykach rosną to połowa społeczeństwa blogowego też chce na tym się wybić. Inspiracja inspiracją, ale kopiowanie siebie… Sama zauważyłam, że popadłam w rutynę i schematy. Ale nie tyle czyjeś, co moje, własne. Niekiedy z braku czasu, niekiedy z lenistwa, a niekiedy z braku jakiegokolwiek pomysłu na siebie i swój mały kącik w Internecie. I wiem, że sporo osób ma tak jak ja. Ale to dobrze, że jednak część bloggerów chce to zmienić. Tylko mam nadzieję, że na planach się nie skończy, a zaczniemy działać. 🙂

  11. Trudno mówić o 'własnym stylu' u kogoś, kto z braku pomysłu na samego siebie, opiera się na utartych frazesach. Żeby mówić o czyimś indywidualnym stylu, musi być on na tyle wyróżniający, że czytelnik z samego słuchu rozpozna, z czyim wpisem ma do czynienia 😉 Niestety, większość blogerów zlewa się jednak w smutną całość.

  12. Dobrą perspektywę przyjęłaś, widząc nadzieję w tych, którzy stanęli w miejscu i stoją w burym bagienku blogowym. Chciałabym, abyśmy choć pod tym względem ruszyli stadnie w odpowiednim kierunku. Ale znając życie, wypalenie czai się już za rogiem…

  13. Nie ma to jak wieszać psy na samym sobie. :p
    "Słowa, słowa, słowa, słowa"….

  14. I gwoli ścisłości – na Kreatywie napisałam, że owszem, zgadzam się ze stanowiskiem autorki. Ale mam wrażenie, że z Twojego posta tchnie oskarżenie całego środowiska i siebie samej na dokładkę. A marudzenia nie lubię, wolę widzieć, że ktoś faktycznie coś robi, zmienia.

  15. Odrobina samokrytycyzmu się przydaje, aby ruszyć naprzód. 😉

  16. Jak najbardziej, tylko uogólnianie rzadko jest sprawiedliwe. 🙂

  17. To może zamiast narzekać podacie przykłady tego jak zmienić ten blogowo – książkowy marazm ? Przypominam że blogi były pomyślane jako pamiętniki/dzienniki i tak też traktuję swój jako pamiętnik czytania że tak określę. Fakt "szału nie ma d…y nie urywa" jak to gdzieś przeczytałam ale tez specjalnie nie narzekam na brak zainteresowania, z tym że to zależy co chcę uzyskać jakoś specjalnie nie zależy mi na tysiącach wejść dziennie. Tak naprawdę nie bardzo bawi mnie czytanie pod publikę, pewnie że gdybym rzuciła się na "50 twarzy Gey'a" zapewne miałabym nagle dużo więcej wejść , jednak nie ma mowy nie będę się katować czymś tylko po to by ludzie czytali potem chłam. Nie wspominając już o tym że opinia moja na temat książki tej konkretnej raczej do czytania by nikogo nie zachęciła.
    Z bogów totalnie wciągających i mających wręcz rzesze fanów wymienię moje trzy ulubione : Galeria Kongo , BzWL, Czytam bo lubię i o dziwo nie promują one szajsu książkowego , jeśli już miałabym proponować pomysły na przyciągnięcie czytelników to zdecydowanie można wzorować się na nich. Byle nie w wersji kopiuj/wklej 😉

  18. Z blogów oczywiście

  19. Widzę, że powstała niezła dyskusja ja napiszę tylko kilka zdań. Bloguje już trochę mam na koncie ponad setkę tekstów i wiecie co? Nadal nie wiem czy mam własny styl . Jedni mówią, że tak(są to też osoby spoza blogosfery,które czytają moje teksty). Piszą i mówią, że poznają moje teksty nawet jeśli nie widzą nicku. A ja sama czy mam ten styl czy nie bo w sumie fajnie, że ktoś rozpoznaje moje recenzje a z drugiej czy to nie oznaka tego, że się nie rozwijam jako recenzentka , że stoję niejako w miejscu ?. Może za dużo od sebie wymagam…

  20. Łał, to się nazywa komentarz! Właśnie takie mi się marzą 🙂
    Odpowiem pewnie nieskładnie, bo Budda mnie właśnie mocno absorbuj 😛
    Akapit o tym komentarzu świadczącym o inteligencji usunęłam z tego względu, że uznałam go za (rychło w czas! :D) dosyć niegrzeczny. I widzę, że skoro Ty również masz takie wrażenie, musiał taki być w istocie. W ciągu kilku dni zamierzam wypróbować nowy sposób pisania o książkach (nie tylko!), właśnie po to, by dyskusję sprowokować i by: "na pewno przeczytam" nie mogło być jedynym komentarzem. Muszę tylko swój pomysł dopracować, bo nie wiem czy i na ile się sprawdzi.

    I powiem Ci całkiem szczerze, że z książek o których czytuję na innych blogach, wybieram raczej niewiele, w przeciwnym razie musiałabym wyłącznie czytać. Ale zdarza się i tym sposobem ostatnio dodałam do zakładki "do przeczytania" książki "Angelfall" i "Gwiazd naszych wina", bo ktoś tam ocenił je jako najlepsze przeczytane w 2013 roku.
    Gdy sama idę do biblioteki, po prostu robię to samo, co Ty w pkt. 2 i 3, ewentualnie gdzieś mi się przypomni, że kiedyś coś na temat trzymanej w ręku książki czytałam, albo że okładka mignęła mi w gazecie, lub gdziekolwiek indziej. I to również jest przyczyna, dla której chcę zmienić swój sposób pisania.

    Jeśli coś mi się przypomni, to dopiszę.

  21. Dzięki 🙂 Miło poczytać taką opinię, chociaż z rzeszami fanów bym nie przesadzał:)

  22. We wstępie swojego wpisu napisałaś " Topimy się we własnym sosie i tylko niewielu z nas ma ambicje, by z tego sosu wyjść". Mnie od razu nasuwa się pytanie, czy każdy bloger musi być megagwiadą internetu, krzykliwie promującą się, ze stylem rozpoznawalnym nawet przez bywalczynie miejskich toalet? Według mnie nie musi. Tak jak nie każdy ma pragnienie być prezesem wielkiego przedsiębiorstwa. Mam wrażenie, że ostatnio z określeniem bloger wiąże się multum obowiązków i marketingowych zasad, a to nie tak. Mnie np. nie ciągnie netowa sława, już wielokrotnie wspomniałam, że piszę nie dla setek czy tysięcy obserwatorów, a dla własnej frajdy i z powodu swojej słabej pamięci. Komentuję nie dla komcia, a wtedy kiedy coś mnie ugryzie, albo dopieści, a że czytam nowości, co w tym złego? w latach 80 też czytałam nowości 🙂 Wydaje mi się, że niektórzy blogerzy uwierzyli, że mają misje, że są mesjaszami współczesnego czytelnictwa, no niech im tam, ale czasami warto zejść na ziemię, my piszący jesteśmy tycim, tycim ułameczkiem, który ma znikomy, o ile w ogóle ma, wpływ na 36 milionowy naród.

  23. "ewentualnie gdzieś mi się przypomni, że kiedyś coś na temat trzymanej w ręku książki czytałam, albo że okładka mignęła mi w gazecie, lub gdziekolwiek indziej" – to ja także tak mam 🙂 chociaż "50 twarzy Greya" nie przeczytałam do tej pory i raczej nic tego nie zmieni 🙂

  24. Renata Sz. święte słowa jeśli chodzi o blogi nie każdy chce być rozpoznawanym na podstawie tekstu guru. Niektórym wystarczy to co maja a jeśli chce się licznych odwiedzin należy założyć blog kulinarny bo to one przodują jak podsumowuje pewien tekst w internecie. Nie pamiętam gdzie czytałam więc nie zalinkuje, ot przeczytałam i tyle ale mam wrażenie że ten sam tekst omawiano na spotkaniu blogerów i ktoś poczuł się nim urażony. Stąd pytanie co zmienić by się wybić ( i w domyśle prześcignąć te o gotowaniu) i zmienić wynik przyszłorocznej analizy.

    Odrębną sprawą jest zalew nowości, kiepskich często niestety, hurtowo zachwalanych bo co bo faktycznie się podoba czy dlatego że boimy się wyrazić odmienne zdanie? Jak pisałam już gdzie indziej ja w tym roku chcę skupić się bardziej na jakości bo na ilość raczej nie narzekam. Nie wspomnę już o ilości nie przeczytanych książek a swego czasu wypożyczonych, po prosu żal mi czasu na coś co mnie irytuje już od pierwszej strony.

  25. Trochę dziwi mnie rozbieżność między tekstem Agnieszki i jego przesłaniem, a komentarzami pod nim. Nie wiem, czy ja go źle czytam, czy co? Dla mnie jest on o jałowości blogosfery książkowej, schematyczności, wtórności. O tym, że ludzie nie mają pomysłu na to, jak prowadzić swojego bloga. A komentarze rozbijają się w sporej części o to, że nie każdy chce milionów odwiedzin i bycia popularnym. Takie trochę ja o chlebie, ty o niebie. Czy to tylko moje wrażenie?

  26. Problem polega na tym że nie uważam żeby blogosfera była jałowa cokolwiek ktokolwiek o tym nie pomyśli. A jeśli zaś nie chcemy powiększenia wejść czy też co za tym idzie oddziaływania na czytelników to co nam przeszkadza wtórność czy schematyczność? Nic

  27. Poza tym pójrz proszę na pierwsze zdanie tekstu :jesteśmy słabi, nic nie znaczymy w blogosferze" to jak ja mam to inaczej zrozumieć? Bo rozumiem to tak że przeszkadza autorce ten fakt i chce go zmienić , bez czytelników silna nie będzie w sensie że pisanie w tej sytuacji dla samej siebie mija się z celem.

  28. Może szlifowania i rozwijania dla siebie samych i już obecnych czytelników? Poszerzania horyzontów? Rozwoju? Kto stoi w miejscu, ten się cofa i dalej w ten deseń. Dla mnie to trochę tak, jakby (w sensie blogowania) powiedzieć: ok, nauczyłem się już 100 słów, komunikuję się, to po co mi więcej? 🙂
    Hm… może jestem dziwna, ale bycie schematycznym człowiekiem nie brzmi dla mnie jak komplement 😉

    Co do pierwszego zdania tekstu, to już musi się odnieść raczej autorka. Agnieszka?

    Ja to dalej widzę raczej tak, jako pracę i rozwój, ruch do przodu, samoświadomość, a to wszystko przy okazji (patrząc na różne blogi) przyciąga czytelników i na nich wpływa. A nic nie znaczymy, bo jesteśmy schematyczni i wtórni 😉

  29. Dla samego siebie pisać można pamiętnik, albo prywatny, zamknięty blog. Każdy, kto jest blogerem, oczekuje komentarzy i interakcji z czytelnikami – jeśli nie, patrz pierwsze zdanie.
    Z tym, że jesteśmy słabi, mam na myśli nasz zasięg i potencjał, którego nie wykorzystujemy (być może są jakieś wyjątki). Blogerki modowe na przykład w ostatnim czasie bardzo silnie przebiły się do mediów. Jessica Mercedes, Charlize Mystery, Macademian Girl – to tylko trzy z brzegu. Są silne i stają się rozpoznawalne. Ilu blogerów książkowych zaproszono do telewizji? Ilu z nich wypowiada się o książkach publicznie? Jest super, jeśli opinia jakiegoś blogera pojawia się na okładce książki, ale mam wrażenie, że to wszystko. A o książkach mówi się w mediach często, nawet jeśli to tylko (albo aż) telewizja śniadaniowa. Czemu nikt nie zaprosi tam blogera książkowego, by mógł się wypowiedzieć? Łatwiej jest zaprosić do współpracy celebrytę, lub bardziej znanego blogera, nie związanego z blogosferą książkową. Pierwsze przykłady, jakie mi się w tej chwili nasuwają:

    – Ewelina Lisowska promująca sagę "Wybrani";
    – Charlize Mystery promująca książkę Sary Shepard (http://charlizemystery.com/2013/12/gra-klamstwa-sara-shepard/)
    – Kasia Tusk i jej opinie;

    Pewnie, każda z tych osób ma większy zasięg, niż kilkudziesięciu blogerów książkowych razem wziętych. Ale byłoby cudownie, gdyby w blogosferze książkowej pojawiło się kilka lub kilkanaście takich osób o wyjątkowo mocnej pozycji w social mediach, by to oni mogli zarabiać na tym pieniądze! I zawczasu powiem – można robić coś dla przyjemności, ale za ciężki hajs. Gdyby wydawnictwa płaciły blogerom książkowym za recenzje, tak jak robią to w przypadku innych blogerów (nie związanych z książkami), chętnych do zdobycia większej popularności i zasięgu byłoby wielu. A póki co jest, jak jest i każdy cieszy się, gdy mu kilka nowych książek w miesiącu wpadnie.

  30. Jeżeli o Kasię Tusk chodzi, to jeżeli jej deklarowane zasięgi są autentyczne, to w miesiąc czyta ją przynajmniej dwa razy tyle osób, co całą blogosferę książkową razem wziętą 😉 I wszystkie miesięczniki razem 😀 Więc trochę mamy do nadrobienia 😀

    A propos płacenia to zamknięte kółko trochę – nie będą płacić dopóki nie będzie masowego dotarcia. Nie będzie masowego dotarcia, dopóki nie ma się czegoś super do zaoferowania (i nie umie/chce się tego promować). I koło się zamyka.

  31. No właśnie, ciekawe co z tymi zasięgami 😀 800 tys. uu… Uuuu… 😀

  32. Czyli jednak chodzi o rozgłos, sławę i pieniądze. Nie mam nic przeciwko. Jednak na wstępie napiszę tylko coś co pisał na ten temat pewien bloger zaproszony do TV , niestety wszystko wraz z noclegiem miało być na jego koszt oczywiście nie mieszka w W-wie. Można sobie zatem wyobrazić rachunek z tego pobytu.

  33. Aga, napisałaś dokładnie to, co myślę. Sama zakładałam bloga z myślą, że w końcu będę miała z kim podyskutować o książkach, które przeczytałam, które przeczytali inni, do czego pobudziły, jak zmieniły postrzeganie, co ciekawego się dzieje w sferze okołoksiązkowej – i niestety trochę jestem zawiedziona, że brakuje konkretnych, odnoszących się do treści komentarzy.
    Nie chcę komentarzy pochwalnych, ale takich, z których może wyniknąć coś rozwojowego zarówno dla piszącego recenzję, jak i dla jego czytelnika. O tym właśnie marzę.

  34. Jestem bardzo ciekawa Twojego pomysłu na nowy sposób pisania.

  35. Nie, mnie chodzi o dotarcie z tematem do ludzi. I tyle. Ale chyba nie potrafię tego jasno wytłumaczyć, trudno się mówi.

  36. A, o dotarcie do ludzi oprócz tego, co pisałam już wyżej – czyli rozwoju, poszerzania horyzontu, testowania nowych form i elementów etc.

  37. A ja mam wrażenie, że świat wokół oszalał.Wszyscy chcą się rozwijać, promować, istnieć medialnie ( cokolwiek to znaczy) itp Niedługo okaże się, że blog na którym można przeczytać tylko recenzje, bedzie oryginalny. Ja najbardziej lubię blogi bez tego całego szaleństwa dziwnych zabaw, rankingów, dyskusji itp Dla mnie blog nie jest synonimem życia i tutaj nie zamierzam niczego rozwijać, co nie znaczy, że w życiu stoję w miejscu. Przede wszystkim blogerom przydało by się nieco więcej dystansu i nieco mniej książek Kominka.

  38. To już drugi mocno (auto)krytyczny tekst na temat blogosfery książkowej jaki czytałam w ostatnim czasie. Ja odpadłam zarówno jako bloger, jak i czytelnik jakieś dwa lata temu – teraz wracam, szukam ciekawych stron, próbuję na nowo rozkręcić swój blog, a z perspektywy czasu widzę, że generalnie w blogosferze trwa stagnacja. Która zaczęła się na długo przed tym, jak wypadłam z wozu. Być może problem tkwi w tym, że jako blogerzy książkowi opieramy się głównie na dłuższych tekstach (recenzjach), które nie są najatrakcyjniejszą istniejącą formą przekazu, mają jakąś swoją strukturę, którą de facto powtarzamy w każdym tekście, przez co długotrwały czytelnik może zacząć odbierać zamieszczane treści jako monotonne i nudne. Dodajmy do tego powtarzalność recenzowanych tytułów, a wychodzi na to, że bloger książkowy to w większości wypadków osoba nudna, która zamiast kreować jakieś trendy, za trendami podąża. Czytając recenzje na wielu blogach mam też wrażenie, że dana książka to jakiś wyjątkowy okaz, niemający sobie podobnych pod względem formy, treści, tematyki, opisywany bez żadnego kontekstu. Nie wiem jak wy, ale dla mnie obcowanie z kulturą, to trochę takie podążanie za mentalnymi linkami – obejrzę dobry serial/film oparty na książce – sięgnę po oryginał, czasami odwrotnie. Polubię jedną książkę danego autora – sięgam po pozostałe. Jakiś aktor/reżyser przypadnie mi go gustu – spróbuje coś innego z ich filmografii. W utworze, który mi się podoba padnie nawiązanie do innego tekstu (przykładowo w "Criminal Minds" przywołano książkę "Człowiek Ilustrowany") – a co mi szkodzi sprawdzić. Raz podążając za takimi odnośnikami wyszłam od tematyki seryjnych morderców, a skończyłam na Derrenie Brownie (brytyjski iluzjonista), znacząco poszerzając swój zakres zainteresowań, bez rzucania się od razu na tematykę, która mnie początkowo nie interesowała. Takich mentalnych linków w ramach recenzji na wielu blogach nie ma (żeby choćby ktoś rzucił link do fajnej parodii recenzowanego filmu np.). Inna sprawa, że wymaga to nieco więcej wysiłku ze strony blogera, poszperania w zwojach mózgowych i odmętach internetu – wygodniej zostać w ramach opisywanej pozycji, napisać coś o stylu, fabule, postaciach i gotowe.

    Co do darmowych książek – dostawałam kiedyś, jako recenzentka jednego portalu. Niby fajnie, ale nie ma większej katorgi niż zmuszanie się do pisania o książce, o której nie ma się specjalnie nic odkrywczego do powodzenia, bo to egzemplarz recenzencki.Poza tym wydawcy rozdają masowo książki, które chcą wypromować, co dodatkowo potęguje powtarzalność na blogach. Na razie nie mam tego problemu, bo mój zasięg to 3,4 osoby, ale nie wiem, czy chciałabym ponownie wejść w tego typu współpracę. Niby zawsze to dostęp do nowych tytułów, ale z drugiej strony również obowiązki wobec wydawców.

  39. O włąśnie! Nic dodać nic ująć.

  40. O, i w swojej wypowiedzi zawarłaś to, co między innymi zamierzam zastosować u siebie, czyli te "mentalne linki", jak je nazywasz. Ujęłaś doskonale to, co mam na myśli 🙂

  41. Nie mogę się z tym zgodzić. To co uważasz za słabość u książkowych blogerów jest naszą siłą. Komentujemy własne książki ale to dlatego, że interesują nas podobne książki i dla tego że nawiązaliśmy długotrwałe kontakty z innymi blogerami. Jeżeli chodzi o o dyskusje na temat książek, są odpowiednia fora, a i nie raz spotkałem się z ostrą krytyką nawet u siebie na blogu. Zresztą zawsze można się spotkać i porozmawiać o książkach, ja tak robię. Jest nas coraz więcej, dlatego nie zapominajmy, że przede wszystkim jest to dobra zabawa i bardzo dobry sposób na nawiązywanie koleżeństwa oraz poznanie wspaniałych osobowości. Prowadzę blog od niedawna, a książki i literatów, których poznałem nigdy bym nie miał okazji poznać, gdyby nie inni blogerzy. Troszkę optymizmu twój blog poznałem bardzo szybko i przyznam, że wzorowałem się początkowo na budowie twojego bloga oraz uczyłem się pisać, zanim oczywiście wypracowałem własny styl, na twoim tekście. Uczmy się od siebie, pomagajmy sobie na wzajem, szczególnie nowym osoba, ponieważ wiemy jak trudno tu zaistnieć i bawmy się pisaniem bo o to w tym wszystkim chodzi.Mamy wspólne hobby i myślę, że to naprawdę wspaniałe.

  42. Hej, wielkie dzięki za miłe słowa! 🙂
    Pozwól, że odniosę się do zdania: "Komentujemy własne książki ale to dlatego, że interesują nas podobne książki" – mam wrażenie, że nie do końca. Interesują nas podobne książki, może i tak, ale zauważ proszę, że te podobne, to w większości książki recenzenckie 🙂 Jakaś nowość pojawia się na rynku, iluś blogerów otrzymuje egzemplarz recenzencki, iluś blogerów tę książkę kupuje. Przyznaję, że sama jestem też tego częścią, bo jak przyznałam parę dni temu, ostatni rok to właściwie wyłącznie książki recenzenckie, ale nie do końca mi to pasuje i chcę to zmienić 🙂

  43. No cóż, pewnie jest w tym trochę racji, że blogosfera książkowa jest schematyczna i "szara", ja pewnie też jestem szara i niczym się nie wyróżniam – po prostu staram się dobrze oddać moje wrażenia z tego, co przeczytałam. Ale czy z tego powodu świat się zawali? Jeśli mojego bloga nikt nie czyta to wyłącznie mój problem – a teraz mam wrażenie, że jesteśmy stawiani do tablicy (my, tzn. blogerzy książkowi), niby dzieci w szkole, za to, że się "nie staramy". Pamiętać jednak trzeba, że na świecie jest miliony blogów, a wybijają się tylko niektóre. Na świecie żyją miliardy ludzi, a ilu wśród nich jest wybitnych? Po prostu nie każdy ma potencjał, talent, wystarczające pokłady kreatywności oraz umiejętność promowania się – co staje się w obecnych czasach niezbędne – by się wybić. I uważam, że nie każdy musi i wcale nie świadczy to o tym, że się nie rozwijamy, że stoimy w miejscu, etc. Można rozwijać się na różne sposoby, niekoniecznie poprzez bloga – zresztą co myślę o tym, napisałam we wpisie Blogerem być. Ja np. dzięki pisaniu bloga rozwinęłam swoje zdolności analityczne oraz gust czytelniczy. Poza tym książki to nie ciuchy, czy kosmetyki – na takiej samej zasadzie można by zarzucić samym książkom, wydawcom i czytelnikom jałowość – bo ciągle tylko te okładki i literki, no nuda po prostu. Blogi książkowe nigdy nie będą tak popularne jak inne blogi lifestylowe, więc trudno się dziwić, że w TV o książkach mówi Kasia Tusk. Ile osób czyta książki w Polsce, a ilu z tym osobom chce się jeszcze czytać o książkach? Najczęściej to dosyć hermetyczne środowisko, a "zwykli czytelnicy" na blogi nie zaglądają, tylko nadal krążą bezładnie pomiędzy półkami w księgarniach i bibliotekach. Tak, jakby internet nie istniał, chciałoby się powiedzieć. A czemu blogerzy i osoby odwiedzające blogi mają w gruncie rzeczy tak mało do powiedzenia o przeczytanych książkach? Czemu tak mało jest dyskusji o książkach (a nie tylko o prowadzeniu bloga)? Czemu tak niewiele jest krytycznych opinii o lekturach – ja mam wrażenie, że na blogach pojawiają się głównie laurki, a jak ktoś coś skrytykuje, to taki post nie ma w ogóle odzewu. Moim zdaniem to również świadczy o jałowości, kiedy tylko powielamy to, co już przeczytali i powiedzieli inni.

  44. Nie mam czasu absolutnie przeczytać wszystkie komentarze, więc być może powtórzę po kimś.
    Myślę, że jeśli chcesz pisać ciekawego bloga książkowego i dodatkowo mieć czytelników nie tylko z blogów tej kategorii, to może warto jednak zostać również przy MatuluMatulu?
    Bo wiesz… matki też czytają. Wiem, że wiesz. I przyda się od czasu do czasu ktoś, kto się ku nam pochyli i powie a może by przeczytać to, to i to??? Będąc Matulu i Cytryną otwierasz się na większą publiczność.
    I jeszcze jedno. Taka mała sugestia. Skoro już jesteś mamą i wiesz, jak kurczy się czas przy tej fantastycznej funcji, może spróbuj jakos tak wrzucić książki kategoriami. Nie koniecznie kategoria "dla matek", ale coś w tej deseń. I dla dzieci. No, coś w ten deseń, no 🙂

  45. Może po prostu za dużo zamawiasz, fakt że przy dziesięciu dłuższych książkach (miesięcznie) ciężko znaleźć czas na coś dodatkowego, własnego.

  46. Aga, nie do końca zgodzę się z tezą, że tylko "książkowi" czytają i komentują siebie nawzajem! Ja akurat poznałam Ciebie i Twój blog tylko dzięki Matuli. I pewnie bym nigdy na Ciebie nie trafiła (albo znacznie) później, gdyby nie to, że jesteś wszechstronna! Mimo, że uwielbiam czytać książki, sama z siebie nigdy nie szukałam blogów o tej tematyce.
    Jednak odkąd tutaj zaglądam, liczę się z Twoim zdaniem i opiniami. Biorę je pod uwagę wybierając literaturę. Więc warto pisać i tworzyć takie miejsca. Ale nie warto zamykać się tylko na tą kategorię.

  47. Czemu blogerzy i czytający mają tak mało do powiedzenia o przeczytanych książkach? Myślę, że głównie dlatego, że niewiele jest pozycji,o których faktycznie chce się rozmawiać: mało który z nowych tytułów wzbudza de facto jakieś większe, niekoniecznie dobre emocje. Większość pozycji nie jest ani na tyle zła, aby wzbudzać chęć mordu na wydawcy, który puścił to do druku, ani na tyle dobra, aby chciałoby się je polecać wszystkim dookoła. Większość to w miarę przyzwoite przeciętniaki, które nawet mogą przysporzyć trochę radochy w trakcie lektury, ale nie wzbudzają większych refleksji i po kilku tygodniach nawet się nie pamięta o czym były. Poza tym rocznie drukuje się kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt tysięcy nowych tytułów – przeciętny czytelnik (aktywny, ale pracujący, a więc posiadający ograniczone zasoby czasu) jest w stanie zapoznać się z 50-100, w porywach 150 pozycjami rocznie. Ile w tym jest tytułów które wypada znać (a przynajmniej wyrażać na ich temat opinie)? Aby dyskutować na wspólnym polu, trzeba je mieć, a przy obecnym rozdrobnieniu rynku książki i literatury na gatunki prawdopodobnie wielu z komentujących tutaj (i komentujących blogosferę w ogóle) nie ma wcale zbyt dużej wspólnej bazy kulturowej (nie licząc klasyki; skupiam się teraz na nowościach). Umieszczenie nowych pozycji w kontekście starszych lektur, seriali, filmów mogłoby pobudzić komentujących do głębszej dyskusji, ale notki recenzyjne nie są zbyt dobrym punktem do debaty – prowadzenie bloga, stan obecnej literatury gatunku x, lista lektur szkolnych i inne, ogólne, nie skupiające się na konkretnej książce (której większość prawdopodobnie nie czytała) tematy, zazwyczaj dają większą szansę na jakąkolwiek sensowną wypowiedź.

Dodaj komentarz