Wrzesień z Jane Austen #3 Emma

Są tacy ludzie – i nie są to wcale odosobnione przypadki – których poczucie wyższości szalenie człowieka irytuje, żeby nie powiedzieć bardziej dosadnie. I mimo że u innych uważamy to za rzecz godną najwyższego potępienia, to… no sorry, od czasu do czasu lubimy poczuć się lepsi niż otoczenie, nie mówcie, że nie. 

Lubimy postawić się wyżej niż ci, których uważamy za gorszych od nas. Których uważamy za głupszych od nas. Za cokolwiek, byle niżej od nas. To podłe, snobistyczne, obrzydliwe, żenujące i zasługujące na pogardę, wiem. Niewielu się do tego przyzna, bo nie jest to rzecz, która przysporzy nam sympatii otoczenia. Ale nie ukrywajmy, właśnie to jest przyczyną, dla której tak bardzo drażni nas, gdy inni zachowują się w podobny sposób. Dlatego oglądamy te wszystkie programy, w których ludzie robią z siebie błaznów. Dlatego czytamy doniesienia z życia celebrytów i dlatego mieszamy ich z błotem. Wreszcie: dlatego hejtujemy! Bo myślimy, że jesteśmy lepsi. Sorry, muszę was rozczarować. Nie jesteśmy. Emma też tak myślała, zanim nie spotkał ją zimny prysznic i mentalny strzał z piąchy. Ale zacznijmy od początku…

Gwyneth Paltrow jako Emma w ekranizacji z 1996 roku
źródło

Emma Woodhouse to młode dziewczątko, urokliwe, młodziutkie, dobrze wychowane (o tym potem) i wykształcone. Ma tylko mały problem z percepcją (o czym nie ma zielonego pojęcia), bo wychowana w dostatku, z ojcem i guwernantką poświęcającymi jej sto procent uwagi, zrobiła się trochę, powiedzmy to wprost, nadęta i zarozumiała (w tym miejscu można by wstawić jeszcze kilka przymiotników, ale cenię sobie wasz i mój czas). Emma przekonana jest na przykład o tym, że świetna z niej swatka i choć szwagier jej siostry, a zarazem bliski przyjaciel domu Pan Knightley uważa, iż to trochę nie na miejscu, tak się bawić ludźmi, Emma nic sobie z tego nie robi. Dziewczyna ma też świeżo zdobytą przyjaciółkę, Harriet Smith, która doskonale wpasowała się w upodobania Emmy, ponieważ…

W wypowiedziach panny Smith nie uderzyło jej co prawda nic szczególnie mądrego, ale i tak uznała ją za osobę bardzo ujmującą, miłą i pozbawioną przesadnej nieśmiałości, skorą do rozmowy, a zarazem, jakże daleką od natręctwa. Dziewczyna okazywała przy tym Emmie należny i stosowny szacunek. Najwyraźniej była pełna wdzięczności za to, że zaproszono ją do Hartfield. W dodatku, będąc przyzwyczajoną do nieco mniej wykwintnego stylu życia, wyrażała tak niekłamany podziw dla wszystkiego, co wokół siebie widziała, że Emma uznała ją bez wahania za rozsądną osobę, która niewątpliwie zasługuje na wsparcie. (Jane Austen, Emma, Kraków 2005, s. 16-17)

Romola Garai jako Emma w miniserialu z 2009
źródło

Mówiąc wprost, Emma była zwyczajnie zachwycona tym, że budzi podziw, sympatię i szacunek osoby postawionej niżej w społecznej hierarchii. Postawiła sobie za cel nadrzędny to, by przy jej pomocy Harriet wyszła na ludzi, w czym pomóc miało po pierwsze odrzucenie oświadczyn zakochanego w niej poczciwego farmera, Roberta Martina, a po drugie, skuteczne wyswatanie dziewczyny z lokalnym pastorem, panem Eltonem. Tu sprawa się niestety komplikuje. Harriet, omamiona sugestiami Emmy, zaczyna przychylnie spoglądać na umizgi pana Eltona, które – jak się okaże chwilę później – przeznaczone były dla Emmy, w której pastor podkochiwał się do szaleństwa. I mamy klops plus dwa złamane serca. Emma ze starcia wychodzi ze szwanku, w końcu to Emma, ale tamtych dwoje… trochę słabo. Pan Elton wyjeżdża więc do Bath (to taki miks Ciechocinka z Sopotem, tyle że w XIX-wiecznej Anglii), gdzie niemal natychmiast traci głowę dla panny Hawkins, z którą wkrótce wstępuje w szczęśliwy związek małżeński. Harriet zaś wycofuje się i w milczeniu liże rany. Emma dostaje małą nauczkę i chwilowo zaprzestaje wszelkich prób swatania kogokolwiek z kimkolwiek. Do Highbury, miejsca w którym dzieje się akcja powieści, przyjeżdża tymczasem Jane Fairfax, piękna i uzdolniona dziewczyna, którą Emma od zawsze traktowała jak swoją największą rywalkę. Chwilę po niej w okolicy pojawia się również Frank Churchill, pasierb guwernantki Emmy, pani Weston. Zaczynają się proszone kolacje i spacery, czyli wszystkie te rzeczy, którymi w XIX-wiecznej Anglii z braku laku zajmowali się ludzie stojący w miarę wysoko na społecznej drabinie, bo nie mieli wtedy PS4, Fejsbuka i YouTube’a. I ów Frank Churchill, młodzian niezwykle przystojny, zaczyna kręcić się wokół Emmy. Tutaj już zupełnie wszystko się komplikuje i będzie komplikować się stale aż do samego końca. Trudno, żebym opowiadała wam całą książkę, nie na tym rzecz polega.

Więc o czym to ja…?
Ach, o Emmie. Bo Emma to właściwie cholernie irytująca postać. Wiecie, cała ta jej zarozumiałość i ewidentna ślepota na otaczający ją świat w pewnym momencie wychodzi człowiekowi bokiem. No bo sami zobaczcie…

– Cóż to za nieznośna kobieta! – wykrzyknęła, gdy tylko zamknęły się za nimi drzwi. – Jest bardziej okropna niż sądziłam. Wprost nie do wytrzymania! „Knightley!”. Nie mogłabym w to uwierzyć, gdybym sama nie słyszała. „Knightley”! Widziała go pierwszy raz w życiu, a mówi o nim „Knightley”! I do tego przyznaje łaskawie, że jest dżentelmenem! Mała parweniuszka, prostaczka, z tym jej „panem E.” i „caro sposo”, i całą swoją pomysłowością, mnóstwem zainteresowań, bezczelną pretensjonalnością i nieopierzonym polotem! Żeby ze zdumieniem odkrywać, że pan Knightley to prawdziwy dżentelmen! Wątpię, by odpłacił jej podobnym komplementem i uznał, że ona jest prawdziwą damą. Nigdy bym nie uwierzyła, że tak można! (str. 180)

I to nie jest tak, że pani Elton nie jest irytująca, bo jest, i to jak diabli. Ale Emmie chwilami chce się wystrzelić piąchę w pysk, żeby się ogarnęła i zaczęła myśleć. Ale dość już o niej, bo oto nadchodzi człowiek, który jak dla mnie wygrywa w tej powieści wszystko, czyli Pan Woodhouse! No ludzie, mistrzostwo! Ojciec Emmy to przewrażliwiony do granic rozsądku hipochondryk, który martwi się o wszystko, począwszy od tego, że ludzie nie chcą jeść na kolację kleiku (czy kogoś to dziwi?), a skończywszy na tym, że jajko ugotowane porządnie na miękko nie jest niezdrowe. Nasza Serle zna się na gotowaniu jajek jak nikt inny. Nie polecałbym jajka gotowanego przez kogoś innego, ale naprawdę nie musi się pani obawiać, te są bardzo małe, sama pani widzi. Jedno z naszych jajeczek pani nie zaszkodzi. (str. 17) Problemem jest dla niego nawet to, że kobieta na obrazie wygląda, jakby miała się przeziębić, bo na ramiona ma zarzucony zaledwie cienki szal. I tak przez całą książkę. Dziewczęta, dbajcie o siebie! U Austen tak po prostu czasami jest, że przeziębienie i kaszel urastają do rangi niemal śmiertelnej choroby. Ale to wszystko ma swój urok. Nawet ta kurtuazja, którą cechują się wszyscy bohaterowie, to tiutianie sobie nawzajem, to zaciskanie zębów i silenie się na uprzejmości, bo inaczej po prostu nie wypada. Wszystko jest tu urocze i irytujące zarazem, ale wiele zachowań, jakie Austen opisała w tej powieści, daje do myślenia. Snobizm nigdy i nigdzie nie jest fajny.  

Dodaj komentarz