#yotokio, czyli o tym, kto zrobił mi dobrze w Lany Poniedziałek

Są rzeczy, które wprowadzają mnie w stan przyjemnej euforii. Czuję się wypełniona maleńkimi bąbelkami radości, morda mi się uśmiecha od ucha do ucha i jest mi po prostu świetnie. Dobra książka, pyszny obiad, seks, słoneczny poranek… i filmy Krzyśka Gonciarza.
Gdy dowiedziałam się, że Krzysiek jedzie do Japonii realizować duży projekt, w którym pokaże na swoim kanale na YouTube Japonię „swoimi oczami”, czułam, że może być nieźle. Ale to, czego oczekiwałam, a to, co otrzymałam jako widz, to dwie różne rzeczy. Koniec końców zostałam rozpieprzona na cząsteczki elementarne, bo Krzysiek zrobił coś, czego nigdy przedtem nie widziałam.

A to było tak… 

Lany Poniedziałek. Nuda. Pogoda dupiasta, ani spacer, ani nic. W stronę książek nawet nie spoglądałam. W telewizji nuda, w lodówce nuda, nuda wszędzie, co to będzie? Polegujemy z chłopem w pozycji horyzontalnej, dziecko śpi, pies chrapie… WTEM przypomniałam sobie, że nie obejrzeliśmy wszystkich filmów Krzyśka z Japonii, bo zostawiliśmy je sobie na jakiś wolny dzień, żeby obejrzeć je jeden po drugim. Włączyłam więc… 
Wiecie, jestem typem człowieka egzaltowanego. Gdy mnie coś kręci, to koniec świata, jaram się jak pies wołowymi kośćmi. Z drugiej strony szali jest mój chłop, rocznik ’68, miłośnik Naruto (sic!!!), Shingeki no Kyojin i Bleach. Jego zwyczajowy poziom egzaltacji jest stosunkowo niski, ale w Lany Poniedziałek dobił do mojego poziomu. Byliśmy jak nakręceni. Krzysiek w filmach kręconych z Marcinem Konstantynowiczem pokazał Japonię taką, jaką chcielibyśmy obejrzeć sami. Z dobrym żarciem (patrz: shabu shabu i ramen), z wszechobecnymi motywami z anime (patrz: sklep z manga gadżetami) i zaawansowaną technologicznie (patrz: Shinkansen). Kilka godzin oglądania, kilka godzin rozdziawionej buzi i fajnej zabawy. To chyba pierwszy taki projekt w historii polskiego YouTube i już wiem, że ciężko będzie mu dorównać. Z każdego filmu Krzyśka bije autentyczna pasja i mnie to bierze, jeśli o niego chodzi, jestem widzem idealnym.  

Jeśli jeszcze nie znacie Krzyśka, zajrzyjcie na jego Wybuchające Beczki.

Poniżej mój ulubiony film:
















2 Replies to “#yotokio, czyli o tym, kto zrobił mi dobrze w Lany Poniedziałek”

  1. teraz mi zrobił dobrze…!!! uwielbiam te filmiki, zakochałam się w rameniarni Try to design

Dodaj komentarz