Z dzieciństwa pamiętam…

Trzepak, przy którym toczyło się życie.  
Murek przed blokiem, na którym siedzieliśmy z dzieciakami z bloku, a oprócz nas przesiadywały na nim też malutkie, czerwone robaczki. 
Rękę, o której mówiono, że mieszka w przejściu pomiędzy klatkami schodowymi na ósmym piętrze – ja, na siódmym, drżałam z przerażenia za każdym razem, gdy wysiadałam z windy.

Słonecznik w czarnych łupinkach sprzedawany za 10 groszy w sklepie za ulicą.
Lody wodne, mrożone w folii.
Wieczorne próby przed Pierwszą Komunią i bieganie wokół starej, białej kaplicy.
Konkurs Mini Playback Show, na który przebrałam się za Emmę ze Spice Girls. 
Jak tu ciemno! 
Jak tu ciemno! 
Mama, mama, 
Posiedź ze mną! 
Za firanką ktoś się chowa, 
Czarne skrzydła ma jak sowa. 
Popatrz, popatrz, tam wysoko 
świeci w mroku jego oko! 
Czy on tutaj nie przyleci?
Czy on nie je małych dzieci? 
Mama, powiedz mu: „A kysz!”
Mama, śpisz?
Czarodziejkę z Księżyca.
Podchody, walenie ręką w metalowe drzwi od schowka przy klatce schodowej i spalone gary!
Mleko, z którym pod babciny blok przyjeżdżał pan o ciemnych, przerzedzonych włosach.
Waniliowy serek homogenizowany w prostokątnym, plastikowym opakowaniu.
Ville Valo

Miałam 12 lat!!!

Tryliardy chłopaków, w których zakochiwałam się na zabój.
Długie powroty ze szkoły i kupowanie kwaśnych, musujących cukierków na sztuki.
Akademię, w trakcie której razem z dziewczynami z mojej klasy tańczyłyśmy do Blue Eiffel 65, a ja miałam na sobie szare dresy z granatowym lampasem.
Wypożyczane z biblioteki książki z serii Nie dla mamy, nie dla taty, lecz dla każdej małolaty
Milówkę, poznanego tam Kubę, z którym siedzieliśmy na wzgórzu przed zachodem słońca i zabawę w chowanego po ciemku z wszystkimi dzieciakami w okolicy.
Łebę, najlepsze gofry na świecie i Zieloną doliną idzie mrówka, mała mrówka bigbitówka… śpiewane przez całą drogę na wydmy.

Kiedy i dlaczego minęło to tak szybko?

Dodaj komentarz