ZBIORCZY #2 Amerykańscy idioci / Moi rodzice / Swoją drogą

Zwlekałam z tym postem i zwlekałam. Podchodziłam do niego jak pies do jeża, cierpiąc na wszechogarniający niechcęmisizm. To nie żarty, moi państwo. Przy nieustającym Mateusz zostaw! i Mateusz, nie wolno!, ostatnią rzeczą na jaką miałam ochotę, było wlepienie ślipiów w ekran i postukanie paluszkami po klawiaturze. Ale że zwlekać w nieskończoność nie godzi się…

Na temat Amerykańskich idiotów miał powstać cały długi post. Przeczytałam ją już dobre trzy tygodnie temu, a jednak wciąż coś stawało mi na przeszkodzie i nie mogłam zebrać się do kupy, by napisać na jej temat cokolwiek. Albo po prostu głupio było mi przyznać, że „nie żarło”. Wielkich zachwytów nie oczekujcie. To pierwsza od dawna propozycja wydawnictwa Anakonda, którą raczej przemęczyłam, odliczając strony do końca. Choć miło było poznać historię zespołu, który sporo namieszał na muzycznej scenie, to nie był dla mnie dobry czas na tę książkę. Przyczyn mojego nie dość dużego zadowolenia nią upatruję jedynie w fakcie, że czytałam ją w okresie dużych napięć i nie mogłam dostatecznie się na niej skupić. Zbyt wiele faktów, zbyt wiele dat i tytułów, zbyt wiele rzeczy, do których należy podchodzić z dużą uwagą. Nie wykluczam, że wrócę do niej ponownie, tym razem w bardziej sprzyjającym okresie.

Ilość stron: 330
Wydawnictwo: Anakonda

Ocena (1-10): 5 – przeciętna

Książka Marty Kaczyńskiej była jedną z tych książek biograficznych, na które czekałam z niezrozumiałą wręcz niecierpliwością. Dlaczego niezrozumiałą? Ano dlatego, że jeśli o politykę chodzi, rozsądek podpowiada mi, bym dla własnego zdrowia psychicznego trzymała się od niej z daleka. Mimo to sięgnęłam po Moich rodziców z ciekawością, mając świadomość, że o polityce będzie sporo. Byłam mile zaskoczona tym, jaki obraz swoich rodziców przedstawiła w tej książce Marta Kaczyńska… do czasu. Ostatnich kilkadziesiąt stron książki, zwłaszcza tych które mówiły o katastrofie smoleńskiej (nie obyło się oczywiście bez oskarżania obozu rządzącego), przekartkowałam z rosnącym znużeniem. Mam świadomość, że tych fragmentów nie można było pominąć, ale zdecydowanie lepiej czytało mi się o tym, jakimi rodzicami byli państwo Kaczyńscy. A byli inni, niż pokazywali ich media.

Ilość stron: 288
Wydawnictwo: The Facto

Ocena (1-10): 5 – przeciętna

Swoją drogą leżała na półce i czekała na odpowiedni czas. Kiedy się go doczekała, pożałowałam, że nie przeczytałam jej wcześniej. Uwielbiam książki podróżnicze, bo pozwalają mi wierzyć, że i ja kiedyś ruszę w świat i na własne oczy zobaczę kilka miejsc z mojej listy marzeń. Tomek Michniewicz opisał w swojej książce trzy podróże, które odbył z trzema ważnymi dla siebie osobami. Afrykańska dżungla, Arabia Saudyjska i Nowy Orlean. Wspaniała książka, zwłaszcza część poświęcona Arabii Saudyjskiej, która powinna mocno zdziwić wszystkich, którzy współczują „uciemiężonym”, okutanym w abaje Saudyjkom. Swoją drogą może być jedną z najlepszych książek tego roku i cieszę się, że stoi na mojej półce. To najlepsza z trzech przedstawionych przeze mnie dziś propozycji i jedyna, którą zdecydowanie warto przeczytać.

Ilość stron: 368
Wydawnictwo: Otwarte

Ocena (1-10): 8 – rewelacyjna

Dodaj komentarz